gorzkie żale

motto prowadzące mnie przez życie - NIE BĄDŹ P*ZDĄ!!1

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Tagi: kotburger
05.06.2011 o godz. 22:07

Bardzo mi przyjemnie, że wszyscy mają na mnie wyjebane. Naprawdę bardzo sympatycznie z ich strony... Wysłałam dwie wiadomości na gg do tej grubej dziwy, która jeszcze rok temu była moją przyjaciółką. Dokładnie o 15:09 i kurwa do teraz brak odpowiedzi. Dobra. Krzyż na drogę. Nie odezwę się więcej choćbym miała zdechnąć z samotności (co już powoli nastepuje).

Tylko mam takie dziwne przeczucie, że osobą która na tym najbardziej straci będę JA. Ona ma chłopaka, przyjaciółki i siostrę, a ja nie mam nikogo i jestem samotna jak chuj w gaciach. No i nie jest pierdolnieta w mózg, a ja jestem i to niestety jest zaawansowana forma pierdolca.

W piątek inna zajebista koleżanka powiedziała mi, że mój były (do którego nadal żałośnie wzdycham) znalazł sobie nową dziewczynę. Gabrysię.. Teoretycznie powinno mnie to gówno obchodzić. Jego życie, jego sprawa.. W rzeczywistosci prawie mi serce stanęło jak to usłyszałam. Do tej pory mnie boli, a przecież mamy już wtorek..

Nie wiem po chuja mi o tym mówiła. Chyba żeby mnie zdołować i przybić. I żebym się odwodniła przez długotrwały płacz.

Czy on musiał trafić na taki kurewsko zły moment w moim życiu? Miałam własny świat, jakieś lęki, schizy, czułam nienawiść do wszystkiego co żyje i wpadłam w bulimię.. Gdybym była zdrowa psychicznie to wszystko inaczej by się potoczyło. A tak.. tyle razy sie przed nim skompromitowałam, milion razy zrobiłam z siebie idiotke i byłam tak natrętna, że nawet swoje własne pożałowanie budzę. Nie dziwię się, że miał człopaczyna dość.

Co do wcześniejszego posta o spotkaniu mężczyzny swojego życia.. to było tylko moje pobożne życzenie... To znaczy naprawdę spotkałam chłopaka z farmacji, który mi się spodobał, ale to i tak bez szans, bo nigdy więcej go na oczy nie zobaczę. Zresztą on nie chciałby mieć z takim pasztetetm jak ja do czynienia, więc o czym ja w ogóle marzę.

Naprawdę chciałabym się w kimś zakochać, ale nikt inny poza J. dla mnie nie istnieje. Po prostu wczoraj, tym postem o nowej miłości próbowałam zmylić własny mózg, ale on jest sprytny i się nie daje. Milion razy mu mówiłam, że to już koniec, a on dalej jakieś akcje odpierdala. Wszystko mi się kojarzy z J.. Minął rok, a ja tęsknie. Chyba nawet bardziej niż zaraz po rozstaniu. Budzę się smutna i zasypiam smutna, bo on kocha teraz Gabrysię, nie mnie. Czuje ciężar, jakby ktoś położył mi na mostku pustak i ten mi naciskał non stop na klatkę piersiową.

Omijam parki i wszelkie skwery szerokim łukiem, bo pełno tam zakochanych i szczęśliwych ludzi. Kiedy na nich patrzę mam ochotę usiąść na środku alejki i płakać..

Zaraz nażre się jak świnia. Może wtedy mi się humor poprawi. Chuj mogę być gruba. Dla mnie to wszystko jedno - ważyć 50 czy 150 kilo. Co za różnica? I tak nikt się moją pojebaną osobą nie zainteresuje, więc po co mam się starać i wpierdalać liście sałaty? Może jeśli się roztyję do tych 150 kilogramów to zdechnę na zawał i nie będę wykorzystywać zasobów naturalnych tego świata. Niech bardziej wartościowe osoby z nich korzystają.

A jutro się najebie w trzy dupy i będę leżała jak żul w wyrze przez 24h z piwskiem w łapie. I kurwa, muszę sobie to w końcu uświadomić - moje przeznaczenie to samotność, na nic innego nie zasługuje. Poza samotnością to czeka mnie jeszcze tylko przedwczesna śmierć, bo serce mi nie wytrzyma z nerwów i zgryzoty.

przesrane, kurwa
31.05.2011 o godz. 22:02

Dzisiaj spotkałam faceta mojego życia. Jest zabawny, inteligentny i ma włosy tam gdzie facet powinien mieć włosy.

Ma tyle samo lat co ja, studiuję farmację i ma do odrobienia cztery nieobecności na wuefie.

A na imię mu Piotr.

Tylko jak z nim teraz nawiązać bliższy kontakt? Chyba na tym wuefie muszę zadziałać na niego swoim czarem i powabem.. jedyne wyjście..

Co do wagi - spadła o 2 kg, ale dzisiaj wpierdoliłam jakieś 6000 kcal, więc pewnie wzrośnie. Jutro dalszy ciąg walki z adipocytami i własnym mózgiem.
28.05.2011 o godz. 01:00

Oficjalnie rozpoczynam walke z sadłem. Moje BMI na dzień dzisiejszy wynosi 24. Niby to jest waga prawidłowa, ale w dupkę jeża od 25 zaczyna sie nadwaga.. Niewiele mi brakuje do zguby.

zreszta zobaczcie sami



to ja od dupy strony


z tym trzeba coś zrobić!

Kupuje mleko 0,5% tłuszczu zamiast 2%. Masła i cukru nie używam. Pszennych bułek nie kupuje, bo to zło. Inwestuje za to w chleb żytni. W dział z czipsami w ogóle nie wchodzę. Jedyne słodycze jakie jem to lody waniliowe, odtłuszczone żelki i czekolada mleczna i to też tylko odrobinkę. Alkoholu nie pije juz nawet w najmniejszej ilości, gdyż 100 ml czystej wódki dostarcza 277 kcal, a to nadmiar szczęścia jak dla mnie..

Oby te wyrzeczenia nie skończyły się jak zwykle (patrz poniżej)..



Żeby wytopić tłuszcz kupiłam sobie skakanę, ale chyba nie umiem jej obsługiwać. Cały czas zahacza mi o głowe albo o mały palec u stopy. Może jak ją wyprostuję całkowicie z zawijasów to wtedy będzie ok.

Miałam kupić także czerwoną herbatkę, bo podobno wspomaga odchudzanie, ale kasy na zakup zabrakło.

Ku przestrodze - nie kupujcie czystej czerwonej herbaty tylko aromatyzowana jakas cytrynka czy czymś. Ta bez aromatu ostro zajeżdża śledziem. Jak degustowaliśmy herbatki na technologii żywności to mało sie nie zrzygałam jak miałam ją wypić. Najlepiej w ocenie organoleptycznej wg mnie wypadła herbata biała. Jest zacna przyznaję, ale ma kilka wad:

a. jest droga

W Auchan 50 g białej herby Sir Roger kosztowało 9,90 zł, ale to jeszcze nic. Na eherbata.pl 50 g białej herbaty Paklum (taka bardziej luksusowa) kosztuje 62 zł! (chociaż inwestycja może się zwrócić, skoro powiada się że listki herbaty białej można parzyć trzykrotnie).

b. żeby ją prawidłowo zaparzyć trzeba ją zalać wodą o temperaturze 85 stopni, a nie wrzącą

Za cholerę nie wiem jak rozpoznać po wodzie, że ma 85 stopni Celsjusza, a nie np 90. :>

c. trzeba ja parzyć w nieskazitelnie czystej wodzie, najlepiej mineralnej; to niestety generuje dodatkowe koszty

Kiedyś zaparzyłam ją w kranówie z białostockich wodociągów. Czułam tylko chlor i kamień, a posmaku herbaty nic a nic.

d. mały wybór białych herbatek

W sklepach są miliony herbat zielonych i pierdyliony herbat czarnych, a białych w takim Auchan były tylko 2 rodzaje - ta Sir Roger o której wspominałam i herbata Liptona w torebkach piramidkach.

ale nic to i tak z niej nie zrezygnuję

Jednak do czegoś się te studia przydają. Można dzięki nim odkryć takie cuda jak biała herbata. Sama z siebie nigdy bym nie wpadła na pomysł, żeby taką herbatkę kupić.

więc..

o dzięki Ci za białą herbatę Wielka Dietetyko!
21.05.2011 o godz. 16:00

Alergeny mnie zaatakowały. Bezwzględne bestie, nie odpuszczą nawet na długi łykend. Nie nadaje się do życia. Straciłam zmysł smaku i nie będę mogła delektować się pyszniusią pizzą, którą stworze dziś na obiad. Łzy mi płyną strumieniami, ledwo słyszę na jedno uszko. Jestem przymulona i zła. Na dniach pojdę do lekarza pierwszego kontaktu. Niech mi poradzi co mam robić. Pójść na jakieś odczulanie? A może lekarz dysponuje mocą przepisania silniejszych leków antyhistaminowych niż dichlorowodorek cetyryzyny (bo on już na mnie nie działa)?

Trzeba coś zrobić, bo jeśli alergia będzie postępować dalej w takim tempie jak dotychczas to za rok umrę na skutek wstrząsu anafilaktycznego. Co to byłaby za strata dla ludzkości, doprawdy.


01.05.2011 o godz. 11:26

Dzisiaj w końcu pojadę do domu. Będę miała normalne łóżko, normalny telewizor, normalne jedzenie i normalne krany. Lodówka jest już co prawda mniej normalna, bo pochodzi z czasów radzieckich i nadano jej nazwę Mińsk, ale wszystkiego mieć wszakże nie można.*

Z moich zakupowych planów gówno wyszło.
Czemu?

W tajemniczych okolicznościach w nocy z 10 na 11 kwietnia odkształciły mi się soczewki w pojemniczku z płynem. Nijak nie można ich teraz założyć na gałkę oczną. Od tamtej pory chodzę ślepa i wpadam na słupy, bo nie stać mnie na zakup nowych.

Cen i rozmiarów ubranek za chiny ludowe nie mogłam dostrzec. Ale nic to.. wybrałam jakieś gustowne pantalony dżinsowe na chybił trafił, poszłam do przymierzalni, wcisnęłam w nie swój tyłek.. patrzę w lustro..

Chrystusie!
Jak zobaczyłam swoją sylwetkę w tym sklepowym lustrze to aż się przeżegnałam. No kurwa baleron, jak nic. Tłuszcz, wszędzie tłuszcz. Z boku, z tyłu, z przodu. Wszędzie! Nawet pod powiekami dostrzegłam zalążki tłuszczu.

Całości obrazu dopełniał trupio blady odcień mojej dupy, legendarny już wystający brzuch, czerwony prychol rozmiarów Wezuwiusza wyglądający z dekoltu i krzywe żeberko z lewej strony.

Oni mają w tym jakiś cel? Jest im to na rękę, że ludzie strasznie wyglądają w sklepach z ciuchami? Na chuj dają tam takie wybitnie nieprzyjazne światło? W CCC w moim miasteczku wygladało sie przezajebiście. Chodziłam do sklepu tylko po to żeby pooglądać się w lustrze.

A tutaj? Obraz nędzy i rozpaczy.
Po prostu pasztet podlaski, taka byłam piękna.


ja w przymierzalni w Reserved, po założeniu na dupę spodni


Prawdopodobnie jak się jest zajebistą dupencją, opaloną na złocisty brąz to w każdym świetle wygląda się świetnie, nawet w tym najostrzejszym. Niestety, ja zajebistą dupencją nie jestem i nigdy nie będę. Jestem tylko przeciętną, szarą dziewczynką z krzywym uzębieniem na dodatek. I proszę o trochę litości. Przeciętni też chcą się sobie podobać, a nie płakać z rozpaczy widząc swoje odbicie w sklepowym lustrze.

W zwiazku z tym hańbiącym postępowaniem marki Reserved postanowiłam: moja stópka więcej tam nie postanie (chyba, że wymienią żarówki na lepszy model).

Tak więc wybiegłam stamtąd załamana, pochlipując żałośnie skierowałam się do Empiku. Aby się pocieszyć wydałam 25 zł na gazety. Miałam iść do parku i tam poddać sie relaksacji oraz czytaniu prasy, ale i to mi nie wyszło. W sobotę (dzień tychże zakupów) w Białymstoku wiał halny, więc przesiadywanie na ławce w parku nie było zbyt roztropnym pomysłem. Poza tym pełno było w nim rozbieganych, nadpobudliwych dzieci i ich udręczonych rodziców. Na co mi takie podejrzane towarzystwo?

Jeszcze żeby było milej i sympatyczniej wystąpiła u mnie menstruacja. Przejebane na całej linii. Wsiadłam w 19 i spierdoliłam do domu użalać się nad swym losem.

Jest jednak promyczek światła w tej wszechogarniającej mnie ciemności. Wuefista zlitował się nade mną biedną sierotą i anulował mi 4 z 6 nieusprawiedliwionych nieobecności na wf. Sam z siebie, o nic go nie prosiłam. Jednak wuefiści mają serce, a nie tylko pompę ssącą - tłoczącą.

* Ojciec za nic jej nie wyrzuci, póki działa. To nic, że zużywa tyle prądu co osiedle domków jednorodzinnych. Skoro działa jest dobra.
Tagi: baUagan
21.04.2011 o godz. 01:02

S. odwołała spotkanie. Zawsze jej musi coś "wypaść", kiedy ma się ze mną spotkać. To już tradycja.

Chuj, nie będę siedziała w domu jak emerytka. Idę w miasto, bez ciebie też mogę.

A ty moja droga Koleżanko, rób sobie co chcesz. Możesz całe sto lat siedzieć w domu i przymulać atmosferę, oglądać jakieś pojebane szoł czy serialiki zamiast wyjść na świeże powietrze. Ja mam już całkowicie wyjebane na to co robisz. Więcej nie poproszę o twoje towarzystwo. Możesz być pewna.

Plan jest taki: najpierw idę do Auchan przy Hetmańskiej po sałatkę warzywną i bagietę z masłem ziołowym (wzięłabym z czosnkowym, ale idę między ludzi, a nie chce śmierdzieć na kilometr czosnkiem) oraz niezwykle kuszące czarne majtki z perwerszyjna koronka. Wstąpię też do House'a. Zobaczę czy mają tam jakieś godne uwagi szaty na zbyciu. Potem pędzę do CH Alfa na złamanie karku coby mi wszystkich rzeczy ze sklepów nie wykupili. Poluje na wyjebane w kosmos szexi spodnie, kolor ciemny granat kupuje je po oszałamiająco niskiej cenie i jestem zajebiście szczęśliwa z tego powodu.

Aby uczcić udany zakup kupię jakiś rozpustny deserzyk.

Potem pójdę do parku, zjem sobie sałatkę, poczytam sobie "Pacjentów", poobserwuje ludzi i posłucham świergolenia ptasząt. Ma być zajebiście i nic nie ma prawa zepsuć mojego przezajebistego samopoczucia. Kto się odważy to zrobić, ten marnie skończy, więc lojalnie ostrzegam przed utratą życia lub zdrowia.

spaszyba
16.04.2011 o godz. 09:58






Tagi: .
10.04.2011 o godz. 13:23

Oj, coś słabo kombinujecie z tą nazwą.

Jedyna wiadomość jaką dostałam była od admina, zawierała propozycje zniżek na zakupy w Reserved. Niestety, cierpię na permanentny brak gotówki, więc nie dane mi będzie z nich skorzystać.

Może dzięki wglądowi w ten nowiuteńki blog i dzięki jego olśniewającej szacie graficznej komuś wpadnie coś do mózgu.

Oto i jest! Dzieło nad dziełami! W 2012 tytuł Bloga Roku mam w kieszeni, to bardziej niż pewne.



przepiękny, nieprawdaż?
Tylko tytuł jest chujowy i należy go zmienić w trybie natychmiastowym.

Genetykę zaliczyłam, więc niepotrzebnie rozdzierałam na sobie szaty z żalu. Podejrzewam, że przychylność pań z Zakładu Biologii może być efektem działania jakichś bliżej mi nieznanych środków euforyzujących, bo babeczki zawsze maja dziwny, nieobecny wzrok.. Mniejsza z tym. Ważne, że zaliczone!

Zjadłam chyba z pierdyliard kcal (znowu?). Krem czekoladowy (słoik 400 gramów) wpieroliłam łyżką na obiad. Potem zagryzłam sobie jeszcze dwie paczki czipsów i zupke chyńską kurczak curry. Dziwię się, że mi się żyłki nie zatkały od takiej ilości cholesterolu oraz NKT i nie pierdolnełam na udar niedokrwienny.

Wejścióweczka z patolodżi poszła mi nad wyraz dobrze. Byłam tylko na jednym wykładzie (na 8 możliwych), notatek na oczy nie widziałam i trzeba dodać, że pytania były bardzo podchwytliwe, a zdobędę 7/10 pkt. Zajebiście.

i teraz!
Panie i Panowie! Oto wirus Epstein-Barr ukazany na zdjeciu z prawego profilu:




I tutaj wiadomość dla mojego roku: o nieświadomi! to właśnie Epstein-Barr jest onkogenny, nie jakiś inny wirus o mądrej medycznej nazwie zaczynającej się na "H"! Wiedziałam, że to on! Ha! Nie na darmo w liceum dzień w dzień siedziałam na forach medycznych.

Kurwa. Jestem genialnym dzieckiem po prostu. No i nad wyraz skromnym oczywiście. :>

p.s. Swoim nowym avem zabiłam wszystkie osoby z epilepsją, które weszły na tego bloga. Serdecznie przepraszam, ale bardzo mi się ten obrazek podoba. Jest taki dość psychiczny i bardzo w moim stylu.
Tagi: lololo
10.04.2011 o godz. 01:09

Poszukuje nazwy dla mojego nowiuśkiego bloga. To ma być coś w ten deseń:

fastfoodeaters.blogspot.com
gastrofaza.blogspot.com

Wszystko mam: tło, zestaw kolorów, czcionki, moją notkę autobiograficzną. Tylko chwytającego za serce tytułu mi brak. Jeśli ktoś wpadnie na jakiś pomysł to proszę mnie o tym poinformować. W nagrodę za pomysł oddam rękę nadobnej i cnotliwej królewny oraz pół mojego Królestwa na własność.
Tagi: .
04.04.2011 o godz. 14:19

Przez przypadek zakwalifikowałam sie do drugiego etapu Karierosfery. Zdobyłam 7 pkt, próg wyniósł 6. Szkoda tylko, że ja na temat biznesu, marketingu i ekonomii gówno wiem, a wynik zawdzięczam umiejętnościom strzeleckim i intuicji. Chyba nie zgłosze sie na drugi etap (6 kwietnia), nie chcę się do reszty skompromitować.

Spodnie mi się na dupie przecierają, chodzę obdarta jak dziad kalwaryjski. Szans na poprawę sytuacji finansowej nie ma. Wydałam kasę na gazety, czipsy i inne produkty z glutaminianem sodu, legendarnym wzmacniaczem smaku. Znów pod koniec następnego tygodnia będzie mi żołądek do kręgosłupa przyrastał.

Ponadto wkurwiłam się ostro na genetyce (pomijam to, że genetyki w żaden sposób nie da się powiązać z dietetyką i jest to zbytek szczęścia w programie studiów).

Przejdźmy jednak do rzeczy. W piątek było kolokwium. Moim skromnym zdaniem powinno być tak: nie nauczyłes sie to nie zaliczasz. Proste i jakże słuszne. A nie kombinowanie, matactwo, cwaniactwo i zeszyty na kolanach. Przy jednym stoliku baba sterczy non stop (w tym przypadku to był MÓJ stolik), a przy innym nie ma nikogo i studenci tworzą sobie radośnie pracę zbiorową. Co prawda nawet gdyby odeszła od mojego stolika to i tak bym nie ściągnęła, bo ściągać nie lubię i uznaje to za oszustwo. Jednak jestem za tym żeby pilnować wszystkich sprawiedliwie, a nie znowu ja jedna uczciwie nie zaliczę, a inni owszem i tylko ja wyjdę na tępą idiotkę.

Zresztą genetyka, podobnie jak połowa zajęć na tym kierunku, nadaje się tylko do wypierdolenia w Kosmos. Etyka, biochemia, chemia, parazytologia itp.itd. Oraz na deser jakieś 300 godzin praktyk, podczas których będę jeździć na szmacie po szpitalnym korytarzu albo zapierdalać jak Murzyn na plantacji bawełny w kuchni szpitalnej... na co to komu?

Pytanie za sto punktów: w jaki sposób św. Tomasz z Akwinu, którego postać była prezentowana na etyce wpłynie na moja karierę zawodowa? w chujaki na pewno! jakbym chciała sobie poczytać o tym gościu to sobie wejdę na Wikipedię. Zapewne ma tam bardzo obszerny artykuł.

Albo biochemia: sprytnie zmienili nazwe na biochemię żywności, a skrypt ten sam co na biochemii ogólnej na farmie. Enzymy lizosomalne, helikazy, pirogroniany - nigdy więcej nam się to nie przyda, dwa dni po egzaminie nie będę pamiętać żadnego wzoru. Więc się pytam uprzejmie: po co męczyć się tym dziadostwem?

Parazytologia. Wymienili nazwy leków, którymi leczy się parazytozy. Zajebiście, taka ciekawostka z zycia zwierząt, nie? Tylko ja po skończeniu dietetyki nie mam mocy sprawczej by je zastosować na pacjencie. Po kiego chuja potrzebna mi informacja czym się leczy tasiemczyce czy inwazje Trichinella Spiralis skoro nigdy z niej nie skorzystam?

Poza tym uwazam za głupote usprawiedliwianie wszystkich nieobecnosci drukami L4. Człowiek nie może po prostu zaspać, źle się czuć, być psychicznie do niczego. Nie ma tak łatwo. Nie byłeś na zajęciach to musisz zapieprzać do lekarza i lizać mu dupę żeby łaskawie wypisał druczek L4, bo świstek musi być (wierzcie mi - żaden lekarz nie jest skory do takich poświeceń). Albo kombinować lewe zwolnienie, przy pomocy kartki papieru, drukarki i stempla wyciętego z ziemniaka. No paranoja. Dorośli ludzie muszą się tłumaczyć gdzie byli, co robili, czemu się na zajęciach nie pojawili. Nawet w gimnazjum nie było takiej inwigilacji, chociaż wtedy byłam bezmyślna gówniarą i nadzór jak najbardziej mi się należał.

I oto będzie kolejne pokolenie krętaczy i łapówkarzy. Nigdy się tego nie pozbędziemy z tego kraju, skoro nawet państwowy uniwersytet promuje taki styl bycia.

Gdyby wykłady były przeprowadzone w sposób ciekawy, a prowadzacy reprezentowali sobą jakieś wartosci i wykazywali inwencję twórczą, to chodziłabym na nie bez przymusu. Tylko, że wykład najczęściej wygląda tak: baba siedzi przed komputerem i czyta slajdy. Slajdy to oczywiście książka przepisana do PowerPointa. Nic, absolutnie nic nie dodaje od siebie. Ja dziękuję bardzo za takie zajęcia. Książkę to ja mogę sobie przeczytać leżąc pod kołdrą i zagryzając ze smakiem kabanosa.

Ostatnie zastrzeżenie mam do sposobu prowadzenia ćwiczeń z żywienia człowieka. Musimy siedzieć trzy godziny na dupie w dusznej sali i napierdalać w kalkulatory żeby policzyć wszystkie wartości odżywcze danego jadłospisu. Można by to było zrobić w 1,5 godziny w domu w Excelu, ale kto z Zakładu Dietetyki wpadnie na tak genialny koncept i wprowadzi go w życie? Zapewne nikt, bo wtedy połowę pracowników trzeba by było wywalić na zbitą twarz.

Gdzie tu sens? Czemu to wszystko ma służyć? Chyba tylko temu żeby mnie maksymalnie wkurwić.

dziękuje za uwagę
amen


Tagi: wkurw
03.04.2011 o godz. 17:32

Moja ulubiona kawa Nescafe z mleczkiem bez cukru pochodząca z automatu w Collegium Universum podrożała o złotówkę. Jej aktualna cena to 3 zł 50 gr. Kurwa, czy to aby nie przesada? Jak mam żyć w tym kraju skoro nawet kawa z automatu osiąga taką kosmiczną cenę? Co prawda jest jeszcze do wyboru wersja dla ubogich za 1,20 zł - kawa niewiadomego pochodzenia, smakująca jak kozie szczyny, z mlekiem wątpliwej jakości sprzedawana w gównianym kubku, której łyk wykrzywia mordę we wszystkie strony, ale doszłam do wniosku, że szkoda mojego zacnego podniebienia na te popłuczyny.

Czemu odebrano mi szczęście?

why?why?why?
Tagi: rozpacz
29.03.2011 o godz. 22:32

Już dostaje pierdolca od tych wszystkich diet, składników odżywczych, konserwantów. Przez dietetykę przestałam kupować paczkowane wędliny w Biedronce. Czemu? Zobaczyłam na opakowaniu podejrzanie brzmiąca nazwę azotyn sodu. Spytałam się nieomylnej Wikipedii co to jest za specyfik. Okazało się, że to środek potencjalnie rakotwórczy, oznaczony trupią czachą z dwoma piszczelami skrzyżowanymi złowrogo. Jego użycie jest zabronione w wielu krajach. Oczywiście w Polsce jest dopuszczony do użytku, kto by się tam przejmował jakimiś nowotworami.. Przecież na coś trzeba umrzeć, nie?

Niedługo będę biegała z dzidą po okolicznych lasach żeby zdobyć zdrową żywność.

Tydzień motałam się jak świnia na kartoflisku z moją karierą zawodową. Co postanowiłam? Poszłabym na tę całą psychologię (tak na otarcie łez po rezygnacji z leku), ale w tym kraju jest jakiś pierdyliard psychologów z dyplomami Szkół Wyższych w Mąciwodach. Stanowiska pracy obsadzone na najbliższe 50 lat, a reszta absolwentów podaję majstrowi cegły na budowie. Bo praca owszem jest, ale branży budowlanej, przy wylewaniu posadzek i kładzeniu tynków, a nie po studiach psychologicznych.

Ogłaszam więc oficjalnie: jutro kupuje pierwsza część chemii z Operonu i będę ją sobie czytała co wieczór do podusi. W 2012 podchodzę do egzaminu maturalnego z rozszerzonej chemii. W maju 2013 poprawiam biologię rozszerzona i w październiku tego samego roku planuję złożyć papiery na medycynę na UMB. Taki własnie wyznaczyłam sobie ambitny cel.



Szczerze? Nawet teraz mocno powątpiewam w jego realizacje. Na razie jestem leniwa i niesystematyczna, wszystko odkładam na ostatnią chwilę, nie mogę się zorganizować. Poza tym.. kim ja już nie byłam w swoich marzeniach? ho ho! Chciałam być siostrą zakonną, pielegniarą chirurgiczną, restauratorką, producentką pierogów, weterynarzem, groomerem, instruktorkę jogi ewentualnie pilatesu, właścicielką stadniny koni i kawiarniopiekarni, psychoterapeutką gestalt, światowej sławy pisarką, chirurgiem plastycznym, potem urazowym, patologiem sądowym i w końcu psychiatrą, hodowcą długowłosych kotów norweskich i jeży pigmejskich, chciałam mieć sklep z czekoladą (pewnie cały asortyment sama bym wpierdoliła w jedna noc) i księgarnię... i co? no i gówno! przechodziło mi po dwóch tygodniach! chciałabym żeby tym razem tak nie było..

Odbiegając od mojego żałosnego braku zdecydowania.. Ojciec do mnie rano dzwonił. Z miasta zniknął cały cukier. Popierdoleni ludzie wykupili wszystko. Jakby wojna jakaś miała być czy inny kataklizm. W trzy dni cena kilograma cukru skoczyła z 3,90 zł na 4,90 zł. Opamiętajcie się ludzkie oszołomy. Niedługo tirami będą po cukier do Biedronki podjeżdżać, pojebani.. W obliczu tej sytuacji mój ojciec przestał herbatę słodzić. To się nie zdarzyło nawet podczas okresów najstraszliwszej komuny. Do czego to doszło w tym chorym psychicznie kraju?
14.03.2011 o godz. 00:56

Mój nastrój jest zadziwiająco dobry. To pewnie przez banany, bo zjadłam ich prawie kilogram. Apeluje więc do was - jedzcie banany, pozbędziecie się depresji. Banan działa na organizm człowieka zgodnie z przedstawionym poniżej schematem:

banan -> zawiera tryptofan -> zjedzony wraz z bananem tryptofan zmienia sie w 5-hydroksytryptofan (5-HTP) -> 5-HTP w magiczny sposób zamienia się w serotoninkę -> podniesiony poziom serotoniny łagodzi depresję oraz stabilizuję wahania nastroju

Chciałam kupić 5-hydroksytryptofan w pigułach, ale jak zobaczyłam cenę za słoik to sie przeżegnałam i porzuciłam te plany. Kupię go sobie jak już będę zajebiście bogata po tej psychiatrii/psychologii/dietetyce/czy chuj wie czy.

a to w celu zobrazowania moje prześwietnego nastroju:




Nabyłam chusteczki do demakijażu made for biedrona. Nie wypaliły mi twarzy, więc zakup można uznać za udany. Ponadto zmiękczam sobie stópki luksusowym kremem bebeauty (również z biedronki), ponieważ chcę wywrzeć zajebiste wrażenie na moim eks bojfredzie. Miał słabość do kobiecych stóp, więc zrobię sobie frencz manikir, przywdzieje fikuśny sandałek na stópkę i chłopiec oszaleje po prostu.

To część mojego szczwanego planu. Knuje bowiem intrygę, mająca doprowadzić do ponownego bycia z nim w parze. Tu musi nastąpić heppi end, big love, pięcioro dzieci i drewniany domek pod lasem. Innej opcji nie widzę. (♫ One day, we'll be together! yeah! ♫♫)

Szczegóły akcji podam w czasie późniejszym.

Rano wlazłam do toalety i spostrzegłam ze baba wywiesiła biały, jedwabisty papier do dupy zamiast tego szarego z makulatury. To znak na to, że mieli pojawić się goście. No i proszę cała rodzina zjechała wieczorem, bo jak sie okazało babka miała wczoraj 70 urodziny.

Były uściski, życzenia, wręczanie bombonier i inne cyrki.
Jej synkowi urodziła się niedawno córka i wiadomo wszyscy od razu: "jaka piękna niunia!", "jaka dzidzia!". Starsze kobity zaczęły seplenić jak dzieci w najwcześniejszych fazach rozwoju: "A ćo to? A gugu..". kurwaa! jak to usłyszałam to mi się żołądek w precel zawiązał, mózg sie zawiesił, poziom insuliny podniósł się niebezpiecznie od nadmiaru cukru. Błagam! Zachowujcie się jak zdrowi psychicznie ludzie, a nie jak świry po lobotomii.

Jakiś pojebany, nieujarzmiony ośmiolatek (zapewne wnuczek babki) wbiegł mi do pokoju. Ja po mieszkaniu swojej babki nigdy tak nie szalałam. Siedziałam kulturalnie dupą na krześle, a nie miotałam się jak dzikie zwierzę w gorączce. Co sie dzieje z ta dzisiejsza młodzieżą?

Sama babka tradycyjnie przegina pałkę. Rano była na mszy, potem wróciła, odmówiła różaniec z radiem m., potem załączyła anioła (?) pańskiego transmitowanego z samego Watykanu, koło godziny 20 też jakiś różaniec czy coś odmawiała.. ile razy można pytam się? Przecież to się na mózg rzuca, psychikę trwale zniekształca. Raz a porządnie nie wystarczy? Trzeba w kółko to samo powtarzać? Dzień w dzień? Do usranej śmierci?

Gdybym ja była bóstwem to smutno by mi było, że ludzie nie wykazują żadnej inwencji twórczej i wciąż klepią to samo. Nie mogą dodać czegoś od siebie, tak szczerze z serca własnymi słowami się pomodlić? Nie lepsze to niż odmówienie tysiąca zdrowasiek na różańcu?..

ale co ja tam wiem, zapewne gówno. jestem tylko miernotą z chorym mózgiem.

Mam w planach założenie psychiatrycznego bloga. Nerwice, zaburzenia osobowości, depresje, schizofrenia, dewiacje i inne odchyły od psychicznej normy. Wpisze se w cv prowadzenie specjalistycznego bloga i wtedy to dopiero będę zajebista. Hłehłehłe.

Swoją wiedzę zamierzałam oprzeć (ale nie przepisać słowo w słowo) na psychiatrycznej książce wypożyczonej jakiś czas temu z biblioteki uniwersyteckiej. To bardzo interesująca i pouczająca lektura. Wiele wniosła do mojego szarego życia. Niestety jakiś student (medycyny najpewniej) już ją sobie zaklepał w bibliotece i muszę ja zwrócić do 20 marca (który taki szybki? coo?! już ja cię znajdę gagatku, poczekaj..).

na koniec:
z dedykacja dla tysięcznej osoby, która wejdzie (zapewne przypadkowo) na ten bL0gU$



ogieeeń! chachachaaa! <świr>

***
Cały czas mam ochotę na śledziki i rurki z kremem. Czyżby ciąża urojona?
07.03.2011 o godz. 00:27

O 10.15 mam zamiar poprawić zaległe koło z psychologii. Baba powiedziała, że mam przyjść kiedy się nauczę, ale chyba miała na myśli pierwszy semestr.. To znaczy na zaliczenie zajęć mam czas do 31 maja, ale podejrzewam, że ona wydrze na mnie ryja za to, że tak długo nie przychodziłam.

W Biedronce spotkałam J. Wcześniej myślałam, jakby to było zajebiście móc go zobaczyć gdzieś przypadkowo. W Instytucie Chemii nie mam się co pokazywać, bo moja jedyna bliższa znajoma studiująca razem z nim chemię położyła na mnie chuja i już nie mam pretekstu, żeby tam pójść. Kiedy go zobaczyłam uśmiechnęłam się, odpowiedział uśmiechem i poszłam sobie w kierunku półek z chlebem (bo co miałam zrobić?). Oczywiście dostałam palpitacji serca i drgawek jak ostatnia kretynka. Żałosne, doprawdy.

W wakacje dla relaksu pójdę sobie na kurs strzyżenia psów i zostanę psią fryzjerką. Może zarobię na tym chociaż ze 100 zł miesięcznie, żeby odciążyć ojca.

Muszę się w końcu zdecydować na jedną spośród dwóch dróg rozwoju osobistego.

Nie pamiętam czy wspominałam, ale chciałabym zostać psychiatra. A żeby być psychiatra trzeba pójść na studia medyczne. W tym przypadku musiałabym poprawić rozszerzoną biologię i napisać rozszerzoną chemię. Przerabiając tylko genetykę do matury, zdobyłam z biologii rozszerzonej 77%, wiec biologia mnie nie martwi. Wkuję i zdobędę zajebisty procent, ale chemia.. delikatnie mówiąc za nią nie przepadam i jej nie ogarniam. Na studiach medycznych jest jeszcze biofiza, a fizyki nie znosze jeszcze bardziej niż chemii. No i medycyna to 6 lat w plecy, zaczęłabym po licencjacie czyli w 2013 roku. Skończyłabym w 2019 majac 29 lat. A gdzie specjalizacja (trwajaca najczesciej 5 lat)?..

Druga opcja. Kończę licencjat z dietetyki i zaczynam studia uzupełniające na WUMie, który jest bliżej mojego rodzinnego domu niz UMB (UMB jest położony jakieś 200 km od mojej rodzinnej, mazowieckiej wsi). Na otarcie łez po wykreśleniu psychiatrii z moich planów życiowych zaczęłabym równoległe studia na psychologii. Chciałabym na UW, ale tam są kosmiczne progi po prostu. Musiałabym poprawiać na maturze ze 3 przedmioty. :/ UW to prestiż i zajebistość, więc może warto sie postarać?

nie wiem. nie wiem.
zastanowię się. mam jeszcze czas.

Szkoda, że nie mam już przy sobie swojego matematyczno-fizyczno-chemicznego Mózga, pomógłby mi zdać maturę rozszerzona z matematyki i przytulił w trudnych chwilach. Niestety w czerwcu ubiegłego roku podziekował mi za znajomość.

Może przenosząc się do Warszawy w końcu bym o Nim zapomniała? Bo mieszkając tutaj ciągle mam nadzieję, że go przypadkowo spotkam (choćby w tej pierdolonej biedronce).

Czuję się strasznie samotna. Nawet mój własny ojciec nie wierzy ze mozna byc tak samotnym jak ja, nie mieć żadnych bliższych koleżanek, chłopaka. Myśli, że mam tu zajebiste życie, piję, sekszę się z moja miłością.. a ja siedzę w domu, najczęściej to śpię, rzadziej wpierdalam słodycze, czasami poczytam sobie gazetkę (ale tylko jeden lub dwa artykuły, żeby się nie przemęczyć). To i tak dobrze, bo w tamtym roku jedyne na co mnie było stać to leżenie w łóżku przez cały weekend i oglądanie chmur przez okno. Jest więc poprawa. Może tendencja wzrostowa się utrzyma i w końcu będę mogła być zadowolona z życia.

Oby. Trzymam kciuki za powodzenie akcji.
Tagi: tag
28.02.2011 o godz. 02:25

Dobra. To może teraz kilka słów o mojej skromnej osobie.

Urodziłam się w Europie Środkowej, w latach 90. XX wieku. Reprezentuje sobą osobowość neurotyczną z całym wachlarzem jej cech. Tutaj jest opis tego gówna ---> http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=9 . Facet jakby pisał o mnie. Wszystko się zgadza. Cierpię także na liczne fobie. Boje sie rozmawiać przez telefon, boję sie wf, owadów w paski, wysokości, głębokiej wody. Jestem uzależniona od jedzenia, a w szczególności od cukru. Martwię się, że Słońce zgaśnie i wszyscy zginiemy marnie. Że mój ojciec umrze, a ja nie wytrzymam tego nerwowo i wyląduje w psychiatryku. Że umrę w samotnosci i moje 12 kotow (które kupię sobie w przyszłości, żeby nie byc samotna) mnie zeżre. Ogólnie jestem niezadowolona z życia i sfrustrowana.

Jak juz wspomniałam chcę napisac przezajebisty bestseller. Ma to na celu zdobycie przeze mnie światowej sławy, pieniędzy i sympatii wszystkich ludzi na świecie. Bohaterowie tejże epopei, począwszy od roku 2006 ciagle ewoluują, np. ojciec pewnej dziewoi, z bohatera pobocznego stał się głównym i nie mieszka już razem z rodziną w głuchej puszczy, ale w odpowiednio reprezentacyjnej rezydencji.

Prawdopodobnie nigdy mi się to nie uda, ponieważ mam krótką i niewyraźną Linię Przeznaczenia. Linia Przeznaczenia determinuje sukces i powodzenie w życiu. Ja ze swoim okazem jestem skazana na porażkę. Taka karma, przykro mi.

Chyba tak będzie wyglądać Historia Mojego Życia - plan ramowy do lat 30 (całość w prozie wkrótce w księgarniach):

pażdziernik 2010 - zaczęłam studia dietetyczne, mam mieszane uczucia
2011 może 2012 - po raz tysięczny myślę o biologii człowieka w Poznaniu jako o moich idealnych studiach, po których miałabym chęci i ochotę, i żwawo zabrałabym sie za studia medyczne
2013 - po raz n-ty zmieniam kierunek studiów, na równie gówniany co chemia i dietetyka
2020 - koncze 30 lat, gówno w życiu osiągnęłam, mieszkam w ciemnej i wilgotnej piwnicy z 12 puszystymi kotami, z moim wykształceniem (a raczej z jego brakiem) kończę na kasie w Biedronce (o ile mnie w ogóle przyjmą), ludzie przestają się do mnie przyznawać, ojciec wykreśla mnie z testamentu, z braku pieniędzy musze się żywić konserwą turystyczną i najtańszym makaronem, ogólnie mam przesrane

...

zdecydowanie, trzeba coś ze sobą zrobić
arivederczi.
04.02.2011 o godz. 21:05

moje najnowsze nocne postanowienia:
-przestać paść się jak dzika świnia, ograniczyć spożycie kcal do maksymalnej wartości 1000
-nie kupować czypsów i tego gównianego, syntetycznego puree w proszku,
-dziennie mogę wydać 10 zł na żarcie, ani grosza więcej
-przestaje się opierdalać, bo to co ja teraz robię to woła o pomstę do nieba

Po wypiciu herby (ja się pytam czy to są kozie szczyny czy herbata o smaku wina grzanego?!) z aspartamem mam chrypkę. Oby to nie był pierwszy objaw raka przełyku. Pisałam co prawda, że pragnę umrzeć, ale chciałabym żeby moja śmierć była szybka, niespodziewana i bezbolesna. Za kilkumiesięczne leżenie w szpitalu z kaniulą wbitą w żyłę, bez jakiegokolwiek owłosienia na ciele to ja serdecznie dziękuję.

Zgłosiłam się na Podlaskie Akademickie Mistrzostwa Ortograficzne. Eliminacje do finału 5 marca, na Wydziale Filologicznym UwB. No, w końcu mam jakiś konkretny cel.

Szukałam pocieszenia u moich bliższych znajomych. Niestety go nie otrzymałam. Ma się tych zajebistych "przyjaciół", nie ma co. :/ Ja się przed nią otwieram, a ona kończy rozmowę. Nagle. Bez ostrzeżenia. To już któryś raz z kolei. Miło. Sympatycznie wręcz.

W październiku przechodziłam zajebiste załamanie nerwowe. Nie byłam zdolna wyjść z łózka nawet po wodę do picia. Wtedy też byłam sama, a kiedy chciałam porozmawiać o swoich problemach to mnie zbywała.

Czemu nie mogę znaleźć kogoś kto by mnie wysłuchał?
Aż tak jestem beznadziejna? Nawet taki skurwiel jak Greg Hałs ma swojego Wilsona. Ja najwidoczniej nie zasługuję na tak ogromną łaskę od boga.

***
Boli mnie jajnik. To znak, że nadeszła owulacja. Jestem pobudzona seksualistycznie i zdolna do zaciążenia. Nic mi nie grozi, bo najbliższy przedstawiciel płci męskiej mieszka piętro wyżej i ma jakieś 11 czy 12 lat. :/
Tagi: tag
04.02.2011 o godz. 00:17
Chuj jasny i świetlisty strzelił restart życia. Jak było tak jest nadal, nic się nie zmieniło, nic mi sie nie chcę robić. Chęci i mobilizacji brak. Nie chce mi się myć, jeść, spać, pić. Ogólnie wyglądam jak żul i tak też się czuję. Chyba przechodzę w formę przetrwalnikową. Mój aktualny i jedyny cel w życiu to spanie. Na większy wysiłek fizyczny mnie nie stać, o wysiłku intelektualnym to już w ogóle nie wspominam.

Jak tylko ojciec przyślę mi troche pieniędzy to wydam większość na wódę, bo innego wyjscia nie ma. Pozostało mi tylko najebać się do nieprzytomności.

Pieniądze wydałam na pierdoły i nastał głód. Tłuszcz na brzuchu mi się zmniejszył. Niestety cycki również zmalały i nad tym ubolewam, bo znowu zwisają jak u karmiącej Murzynki. :/ Ludzie na roku się uczą, się starają, a ja nic nie robię. Leżę i wpierdalam bułki pszenne z biedronki z masłem roślinnym, to teraz jedyne jedzenie na jakie mnie stać. Wszystko to popijam kawą zrobioną wg mojej receptury - gorąca woda i kawa w stosunku 1:1, zmieszane w kubku szklanym o grubych ściankach. Notatki z chemii leżą i kwiczą nietknięte, książka dietetyczna gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie.

Wczoraj to nawet o laktacji i karmieniu noworodków czytałam, byle tylko nie zacząć się uczyć. Bezsens.

Serce mi napierdala jak szalone, ogólnie tachykardia nie do zatrzymania. Niepokój, lęk, odrealnienie. Cały czas mam wrażenie, że to nie może być moje życie, to musi być film. Jakiś gówniany melodramat lub słabej jakosci komedia.

Dla odprężenia wycinam sobie z gazet receptury kulinarne i wklejam do mojego sekretnego pamiętniczka. Żywienia człowieka nie tykam, chuj co ma być to bedzie. Jak coś mam jeszcze dwie poprawy (a takie piękne były marzenia o sredniej 4.0 i stypendium naukowym; jak ze wszystkich moich marzenia z tego też gówno wyszło).

Dodatkowo popadam w paranoję na tle mojego eks. Wszędzie go widzę, słyszę, czuje jego zapach. Tęsknie nieziemsko siódmy miesiąc, ale obiecałam sobie ze choćbym miała zdechnąć jak pies nie napisze do niego. On ma już dawno na mnie wyjebane, a ja przeżywam, podniecam się jak popierdolona. Nie dam mu tej satysfakcji, że nadal do niego wzdycham. Niech sobie nie myśli, że był tak zajebisty, że się nadal nie mogę ogarnąć (dobra jest przezajebisty, ale on nie musi o tym wiedzieć). Zresztą już kiedyś zablokował mnie na gg, jak zacznę do niego słać miłosne wyznania to mnie poda na milicję za nękanie.

Kurwa, muszę się opanować, bo wyladuje w psychiatryku z tego nadmiaru emocji(a z tego co mi wiadomo nie jest to zbyt sympatyczne miejsce).

W mieście nie dzieję się nic ciekawego. Szarość, burość i psie gówna na chodnikach. Coraz bardziej mam dość tego kraju. Chyba wyjadę na Mauritius i będę pierdolić zimę, gołoledź, syf i brud. Będę sobie piła driny z palemką i kąpała w oceanie, a nie ślizgała po psich gównach zdradziecko ukrytych w śniegu. Każdy chce mieć pieska w bloku, ale jakoś nikt nie chce po swoim słodkim piesku sprzątać. Taki jeden z drugim skitrają gówno w śniegu i są szczęśliwi, a ty się martw człowieku jak trafisz na taką niespodziankę.

Wszyscy mają na mnie wyjebane, moge zdechnąć w tym zasranym pokoiku i nikt nie zauważy ze mnie brakuje. Moje truchło znaleziono by po jakichś dwóch tygodniach, już nadgniłe i wydzielające powalający zapaszek.

Nienawidzę pokoju w którym przyszło mi spać, jeść i ogólnie egzystować. Nienawidzę tego komunistycznego tapczanika, twardego jak beton, tego beznadziejnego dywanu w jakieś esy floresy czy inne chuje muje, tapety koloru ludzkich wymiocin, gównianych zasłon z bazaru. Tego starego babska tez nienawidzę. Nienawidzę jej głosu, nienawidzę na nią patrzeć, nienawidzę jej garba i sapania.

Śpię po 13 godzin na dobę i wciąż jestem niewyspana. Czuje sie jak przybysz z innej planety. Zero więzi pomiedzy mną a innymi ludźmi. Nie mam o czym z nimi rozmawiać. Oni szczesliwi roześmiani, ja umieram w środku na raty.

Doszłam do wniosku, że chce umrzeć, ale nie chce sie zabijać. Jestem zbyt tchórzliwa na samobójstwo. Gdybym umarła śmiercią naturalną byłby spokój. Dzisiaj szłam sobie tunelem pod ulicą i autentycznie chciałam żeby ten tunel zawalił się na mój popierdolony łeb. Żeby beton mi roztrzaskał czaszkę. Żeby mózg uległ zniszczeniu, żebym nie musiała już nic więcej czuć. Dla mnie nie ma ratunku. Jestem leniwa, żałosna, beznadziejna i tłusta. Ktoś powinien mnie dobic pro publico bono. Po prostu stracony przypadek.

***
W pizdę węża. Kolejny nóż w plecy. W Ciechanowie otworzyli pierogarnię. Niech ich geś kopnie, to był mój pomysł na byznes. :/ Z czego ja się teraz bede utrzymywać? Pójdę pod most 3 maja, mieszkać w kartonie i jeść konserwę turystyczną.
03.02.2011 o godz. 18:36
statystyki
  • Czas na Bloblo: 6 dni 9 godzin 23 minuty
  • Napisanych notek: 42
  • Komentował: 2 razy
  • Zebranych komentarzy: 36
  • Ostatni wpis: 23.02.17, 00:29
  • Wpis średnio co: 15 dni
  • Profil odwiedzono: 143693 razy
  • Ilość avatarów: 20
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 2
  • Ilość logowań: 227
  • Ostatnie logowanie: 24.02.17, 00:46
  • Ostatnio odwiedzili: a-rosa-de-ninguem6, dompiella, imavampire, stolier, funny-joke, amy, makabra, Semi, soulmate
sekcja użytkownika
escitalopram 20 mg