Moje przygotowania do matury z chemii rozszerzonej '12 leżą i kwiczą, więc raczej nie pójdę na lekarski. Na razie zostaję mi moja kochana dietetyczka. Absolwenci&studenci innych perspektywicznych kierunków apeluję do Was! Trzymajcie dla mnie kolejkę w pośredniaku! Za trochę ponad 3 lata się tam spotkamy!
Ale, ale! Podejrzewam też u siebie tętniaka mózgu. Może rok, może dwa i wyciągnę kopyta. Wtedy nie będę musiała martwić się swoją karierą zawodową.
Dzisiaj założyłam na grzbiet moją nową kurtkę i poszłam sobie do Biedro po żelki. Miałam dziwne wrażenie, że ludzie się na mnie patrzą. Wszyscy. Wiem, że takie zaburzenia leczy się psychiatrycznie, ale ja do tej pory nie zebrałam środków na ten szczytny cel. Nie wiem czy kiedykolwiek je zbiorę i pewnie do końca swojego marnego życia będzie mi się wydawało, że wszyscy ludzie na ulicy się na mnie gapią.
Nauka gotowania idzie mi wręcz zajebiście. Na święta wielkanocne zrobiłam szarlotkę z ciastka kruchego, które było kruche tylko z nazwy; sernik, którego biszkoptowy spód pod wpływem temperatury i czasu zmienił sie w węgiel kamienny; ciasto z bananów, w ktorym nie bylo czuć bananów za to czuć było cukier kryształ...
Ach tam! Niebawem będę jak Najdżella! Czuję to w kościach!
Uczę się grać w szachy. Aktualnie jestem na poziomie Debil. Przyswoiłam sobie wszystkie reguły tej zacnej gry i osoby, które widzą szachy pierwszy raz na oczy dają mi mata w 3-4 ruchach.
Nie dość, że Najdżella to jeszcze Kasparov! Drżyjcie, bo oto nadchodzi najwybitniejsza z wybitnych!
Kompletuje nową wiosenną garderobę. Kupiłam sobie 2 pary ledżynsów, czarną tuniczkę, granatową bluzkę z bufkami, top w kwiatuszki, czarną bluzkę z perwerszyjnym dekoltem oraz kurtkę w sam na motór. Teraz trzeba tylko znaleźć właściciela motóru, który będzie na tyle psychiczny, że zechcę się ze mną spotykać. Bo na razie to posucha... Nawet z rowerem nie ma amanta. Co ja gadam?! Brałabym nawet gołodupca z hulajnoga! Gdyby taki był gdzieś w pobliżu i byłby chętny na bliższą znajomość.
Muszę na gwałt zrobić coś z moją fryzurą (a raczej jej brakiem, bo od czasów przedstudniówkowych nie byłam u fryzjera). Salon fryzjerski mam pod mieszkaniem, a wybieram się do niego już chyba czwarty miesiąc. Trzeba to zmienić, bo teraz wyglądam jakbym nosiła puszystego pudla na głowie.
to tyle.
si ju lejter.
Ale, ale! Podejrzewam też u siebie tętniaka mózgu. Może rok, może dwa i wyciągnę kopyta. Wtedy nie będę musiała martwić się swoją karierą zawodową.
Dzisiaj założyłam na grzbiet moją nową kurtkę i poszłam sobie do Biedro po żelki. Miałam dziwne wrażenie, że ludzie się na mnie patrzą. Wszyscy. Wiem, że takie zaburzenia leczy się psychiatrycznie, ale ja do tej pory nie zebrałam środków na ten szczytny cel. Nie wiem czy kiedykolwiek je zbiorę i pewnie do końca swojego marnego życia będzie mi się wydawało, że wszyscy ludzie na ulicy się na mnie gapią.
Nauka gotowania idzie mi wręcz zajebiście. Na święta wielkanocne zrobiłam szarlotkę z ciastka kruchego, które było kruche tylko z nazwy; sernik, którego biszkoptowy spód pod wpływem temperatury i czasu zmienił sie w węgiel kamienny; ciasto z bananów, w ktorym nie bylo czuć bananów za to czuć było cukier kryształ...
Ach tam! Niebawem będę jak Najdżella! Czuję to w kościach!
Uczę się grać w szachy. Aktualnie jestem na poziomie Debil. Przyswoiłam sobie wszystkie reguły tej zacnej gry i osoby, które widzą szachy pierwszy raz na oczy dają mi mata w 3-4 ruchach.
Nie dość, że Najdżella to jeszcze Kasparov! Drżyjcie, bo oto nadchodzi najwybitniejsza z wybitnych!
Kompletuje nową wiosenną garderobę. Kupiłam sobie 2 pary ledżynsów, czarną tuniczkę, granatową bluzkę z bufkami, top w kwiatuszki, czarną bluzkę z perwerszyjnym dekoltem oraz kurtkę w sam na motór. Teraz trzeba tylko znaleźć właściciela motóru, który będzie na tyle psychiczny, że zechcę się ze mną spotykać. Bo na razie to posucha... Nawet z rowerem nie ma amanta. Co ja gadam?! Brałabym nawet gołodupca z hulajnoga! Gdyby taki był gdzieś w pobliżu i byłby chętny na bliższą znajomość.
Muszę na gwałt zrobić coś z moją fryzurą (a raczej jej brakiem, bo od czasów przedstudniówkowych nie byłam u fryzjera). Salon fryzjerski mam pod mieszkaniem, a wybieram się do niego już chyba czwarty miesiąc. Trzeba to zmienić, bo teraz wyglądam jakbym nosiła puszystego pudla na głowie.
moje włosy
to tyle.
si ju lejter.
Tagi:
spring
15.04.2012 o godz. 21:41
komentuj (1)
Wieczorem w mrocznych czeluściach internetu znalazłam zdjęcia z tegorocznego Balu Chemika. A na kilku z nich Dżulien z niejaką Gabryjelą. I ona, i on elegancko odziani bawią się w najlepsze.
I od tamtej pory telepie mną z zazdrości. Kurde no! Czemu ja nadal tak przeżywam? Przecież to było z pierdyliard lat temu. Do usranej śmierci będę się telepała w samotności, a oni będą przeżywać ze sobą romanticzne chwile.
Staż ich związku niebezpiecznie się wydłuża. W końcu ożeni on się z nią, a mnie serce stanie z żalu. Nie ma innej możliwości. Już czuje to charakterystyczne kłucie za mostkiem. Zawał jest coraz bliżej to bardziej niż pewne...
Ale żem sobie sprawila prezent na walentynki. Nie ma co. Na co było bawić się w detektywa i szukać tych zasranych zdjęć?
I od tamtej pory telepie mną z zazdrości. Kurde no! Czemu ja nadal tak przeżywam? Przecież to było z pierdyliard lat temu. Do usranej śmierci będę się telepała w samotności, a oni będą przeżywać ze sobą romanticzne chwile.
Staż ich związku niebezpiecznie się wydłuża. W końcu ożeni on się z nią, a mnie serce stanie z żalu. Nie ma innej możliwości. Już czuje to charakterystyczne kłucie za mostkiem. Zawał jest coraz bliżej to bardziej niż pewne...
Ale żem sobie sprawila prezent na walentynki. Nie ma co. Na co było bawić się w detektywa i szukać tych zasranych zdjęć?
Tagi:
.
Moje współlokatorki siedzą sobie w pokojach i miło spędzają czas ze swoimi chłopakami. Ja to co najwyżej mogę sobie posiedzieć z pluszowym miśkiem Albertem, bo jestem tak żałosna i psychiczna, że nikt mnie nie chce. Po chuj te wszystkie depilacje, odżywy zwiększające jedwabistość włosów, kremy nawilżające? Po co marnować na to kasę? Owłosiona czy nie, mojej nogi i tak nikt nie zobaczy. Z nikim nie jestem w tak bliskich stosunkach, żeby się przed tym kimś zdejmować spodnie.
Chuj. Zapuszczam busz i od dziś mam wyjebane.
Tagi:
takie tam.
Jestem aktualnie w trakcie przygotowań do sesji poprawkowej. Nigdy tyle się nie uczyłam i nie jestem do tego przyzwyczajona. Całe życie leżałam i się opierdalałam, a dobre ocenki jakoś wpadały same. Do matury rozszerzonej z biologii uczyłam się godzinę dziennie przez pięć dni, dłużej nie wytrzymałam. Do egzaminu z chemii na poziomie podstawowym przygotowywałam się aż 15 minut przed egzaminem. Wszystkie zdałam niezgorzej. Teraz muszę się napinać, pracować, wysilać.. nie to co w liceum.
Biochemia jeszcze leży nietknięta. Kiedy mam się jej nauczyć? Muszę walczyć z 85 pytaniami z zakresu żywienia człowieka. A egzamin z biochemii odbędzie się już 12 września o 9.30. Odliczanie zostało rozpoczęte...
Tylko do siebie mogę mieć pretensje. Nie chciało się uczyć w czerwcu, wolało się przeżywać weltschmerz i karmić gołębie w parku to teraz ma się zapierdol.
.
.
.
Uroczyście ślubuję, że jeśli zaliczę tę sesje to w przyszłym roku akademickim zostanę największym kujonem w historii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Tak mi dopomóż bóg.
Biochemia jeszcze leży nietknięta. Kiedy mam się jej nauczyć? Muszę walczyć z 85 pytaniami z zakresu żywienia człowieka. A egzamin z biochemii odbędzie się już 12 września o 9.30. Odliczanie zostało rozpoczęte...
Tylko do siebie mogę mieć pretensje. Nie chciało się uczyć w czerwcu, wolało się przeżywać weltschmerz i karmić gołębie w parku to teraz ma się zapierdol.
.
.
.
Uroczyście ślubuję, że jeśli zaliczę tę sesje to w przyszłym roku akademickim zostanę największym kujonem w historii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Tak mi dopomóż bóg.
Tagi:
.
Musiałam zapieprzać w nocy o północy na piechotę z dworca PKS na Antoniukowską, bo autobusik z Ciechanowa do Białegostoku miał prawie godzinne opóźnienie. Kiedy w końcu dotarłam do stolicy województwa podlaskiego wszystkie miejskie autobusy odjechały w pizdu, a na taksówkę szkoda mi było kasy. Mnie kiedyś przez te nocne wędrówki zgwałcą albo zabiją, albo jedno i drugie w dowolnej kolejności. Policmajstrzy znajdą moje skrwawione zwłoki pod wiaduktem i tak sie zakończy mój nędzny żywot na tym łez padole. Potem pokażą rekonstrukcje całego zdarzenia w "997" i to bedzie na tyle.
Tagi:
ło kurwa
Już nie ogarnę całości materiału na egzamin z biochemii. Zbyt mało czasu, zbyt wiele stronic w książce... Pozostaje jedynie modlitwa do boga żywego o to, żeby pytania z poprzednich lat pojawiły się na egzaminie. Inaczej będę leżała, kwiczała i robiła pod siebie.
biochemia sucks!
biochemia sucks!
Bardzo mi przyjemnie, że wszyscy mają na mnie wyjebane. Naprawdę bardzo sympatycznie z ich strony... Wysłałam dwie wiadomości na gg do tej grubej dziwy, która jeszcze rok temu była moją przyjaciółką. Dokładnie o 15:09 i kurwa do teraz brak odpowiedzi. Dobra. Krzyż na drogę. Nie odezwę się więcej choćbym miała zdechnąć z samotności (co już powoli nastepuje).
Tylko mam takie dziwne przeczucie, że osobą która na tym najbardziej straci będę JA. Ona ma chłopaka, przyjaciółki i siostrę, a ja nie mam nikogo i jestem samotna jak chuj w gaciach. No i nie jest pierdolnieta w mózg, a ja jestem i to niestety jest zaawansowana forma pierdolca.
W piątek inna zajebista koleżanka powiedziała mi, że mój były (do którego nadal żałośnie wzdycham) znalazł sobie nową dziewczynę. Gabrysię.. Teoretycznie powinno mnie to gówno obchodzić. Jego życie, jego sprawa.. W rzeczywistosci prawie mi serce stanęło jak to usłyszałam. Do tej pory mnie boli, a przecież mamy już wtorek..
Nie wiem po chuja mi o tym mówiła. Chyba żeby mnie zdołować i przybić. I żebym się odwodniła przez długotrwały płacz.
Czy on musiał trafić na taki kurewsko zły moment w moim życiu? Miałam własny świat, jakieś lęki, schizy, czułam nienawiść do wszystkiego co żyje i wpadłam w bulimię.. Gdybym była zdrowa psychicznie to wszystko inaczej by się potoczyło. A tak.. tyle razy sie przed nim skompromitowałam, milion razy zrobiłam z siebie idiotke i byłam tak natrętna, że nawet swoje własne pożałowanie budzę. Nie dziwię się, że miał człopaczyna dość.
Co do wcześniejszego posta o spotkaniu mężczyzny swojego życia.. to było tylko moje pobożne życzenie... To znaczy naprawdę spotkałam chłopaka z farmacji, który mi się spodobał, ale to i tak bez szans, bo nigdy więcej go na oczy nie zobaczę. Zresztą on nie chciałby mieć z takim pasztetetm jak ja do czynienia, więc o czym ja w ogóle marzę.
Naprawdę chciałabym się w kimś zakochać, ale nikt inny poza J. dla mnie nie istnieje. Po prostu wczoraj, tym postem o nowej miłości próbowałam zmylić własny mózg, ale on jest sprytny i się nie daje. Milion razy mu mówiłam, że to już koniec, a on dalej jakieś akcje odpierdala. Wszystko mi się kojarzy z J.. Minął rok, a ja tęsknie. Chyba nawet bardziej niż zaraz po rozstaniu. Budzę się smutna i zasypiam smutna, bo on kocha teraz Gabrysię, nie mnie. Czuje ciężar, jakby ktoś położył mi na mostku pustak i ten mi naciskał non stop na klatkę piersiową.
Omijam parki i wszelkie skwery szerokim łukiem, bo pełno tam zakochanych i szczęśliwych ludzi. Kiedy na nich patrzę mam ochotę usiąść na środku alejki i płakać..
Zaraz nażre się jak świnia. Może wtedy mi się humor poprawi. Chuj mogę być gruba. Dla mnie to wszystko jedno - ważyć 50 czy 150 kilo. Co za różnica? I tak nikt się moją pojebaną osobą nie zainteresuje, więc po co mam się starać i wpierdalać liście sałaty? Może jeśli się roztyję do tych 150 kilogramów to zdechnę na zawał i nie będę wykorzystywać zasobów naturalnych tego świata. Niech bardziej wartościowe osoby z nich korzystają.
A jutro się najebie w trzy dupy i będę leżała jak żul w wyrze przez 24h z piwskiem w łapie. I kurwa, muszę sobie to w końcu uświadomić - moje przeznaczenie to samotność, na nic innego nie zasługuje. Poza samotnością to czeka mnie jeszcze tylko przedwczesna śmierć, bo serce mi nie wytrzyma z nerwów i zgryzoty.
przesrane, kurwa
Tylko mam takie dziwne przeczucie, że osobą która na tym najbardziej straci będę JA. Ona ma chłopaka, przyjaciółki i siostrę, a ja nie mam nikogo i jestem samotna jak chuj w gaciach. No i nie jest pierdolnieta w mózg, a ja jestem i to niestety jest zaawansowana forma pierdolca.
W piątek inna zajebista koleżanka powiedziała mi, że mój były (do którego nadal żałośnie wzdycham) znalazł sobie nową dziewczynę. Gabrysię.. Teoretycznie powinno mnie to gówno obchodzić. Jego życie, jego sprawa.. W rzeczywistosci prawie mi serce stanęło jak to usłyszałam. Do tej pory mnie boli, a przecież mamy już wtorek..
Nie wiem po chuja mi o tym mówiła. Chyba żeby mnie zdołować i przybić. I żebym się odwodniła przez długotrwały płacz.
Czy on musiał trafić na taki kurewsko zły moment w moim życiu? Miałam własny świat, jakieś lęki, schizy, czułam nienawiść do wszystkiego co żyje i wpadłam w bulimię.. Gdybym była zdrowa psychicznie to wszystko inaczej by się potoczyło. A tak.. tyle razy sie przed nim skompromitowałam, milion razy zrobiłam z siebie idiotke i byłam tak natrętna, że nawet swoje własne pożałowanie budzę. Nie dziwię się, że miał człopaczyna dość.
Co do wcześniejszego posta o spotkaniu mężczyzny swojego życia.. to było tylko moje pobożne życzenie... To znaczy naprawdę spotkałam chłopaka z farmacji, który mi się spodobał, ale to i tak bez szans, bo nigdy więcej go na oczy nie zobaczę. Zresztą on nie chciałby mieć z takim pasztetetm jak ja do czynienia, więc o czym ja w ogóle marzę.
Naprawdę chciałabym się w kimś zakochać, ale nikt inny poza J. dla mnie nie istnieje. Po prostu wczoraj, tym postem o nowej miłości próbowałam zmylić własny mózg, ale on jest sprytny i się nie daje. Milion razy mu mówiłam, że to już koniec, a on dalej jakieś akcje odpierdala. Wszystko mi się kojarzy z J.. Minął rok, a ja tęsknie. Chyba nawet bardziej niż zaraz po rozstaniu. Budzę się smutna i zasypiam smutna, bo on kocha teraz Gabrysię, nie mnie. Czuje ciężar, jakby ktoś położył mi na mostku pustak i ten mi naciskał non stop na klatkę piersiową.
Omijam parki i wszelkie skwery szerokim łukiem, bo pełno tam zakochanych i szczęśliwych ludzi. Kiedy na nich patrzę mam ochotę usiąść na środku alejki i płakać..
Zaraz nażre się jak świnia. Może wtedy mi się humor poprawi. Chuj mogę być gruba. Dla mnie to wszystko jedno - ważyć 50 czy 150 kilo. Co za różnica? I tak nikt się moją pojebaną osobą nie zainteresuje, więc po co mam się starać i wpierdalać liście sałaty? Może jeśli się roztyję do tych 150 kilogramów to zdechnę na zawał i nie będę wykorzystywać zasobów naturalnych tego świata. Niech bardziej wartościowe osoby z nich korzystają.
A jutro się najebie w trzy dupy i będę leżała jak żul w wyrze przez 24h z piwskiem w łapie. I kurwa, muszę sobie to w końcu uświadomić - moje przeznaczenie to samotność, na nic innego nie zasługuje. Poza samotnością to czeka mnie jeszcze tylko przedwczesna śmierć, bo serce mi nie wytrzyma z nerwów i zgryzoty.
przesrane, kurwa
Tagi:
forever alone
Dzisiaj spotkałam faceta mojego życia. Jest zabawny, inteligentny i ma włosy tam gdzie facet powinien mieć włosy.
Ma tyle samo lat co ja, studiuję farmację i ma do odrobienia cztery nieobecności na wuefie.
A na imię mu Piotr.
Tylko jak z nim teraz nawiązać bliższy kontakt? Chyba na tym wuefie muszę zadziałać na niego swoim czarem i powabem.. jedyne wyjście..
Co do wagi - spadła o 2 kg, ale dzisiaj wpierdoliłam jakieś 6000 kcal, więc pewnie wzrośnie. Jutro dalszy ciąg walki z adipocytami i własnym mózgiem.
Ma tyle samo lat co ja, studiuję farmację i ma do odrobienia cztery nieobecności na wuefie.
A na imię mu Piotr.
Tylko jak z nim teraz nawiązać bliższy kontakt? Chyba na tym wuefie muszę zadziałać na niego swoim czarem i powabem.. jedyne wyjście..
Co do wagi - spadła o 2 kg, ale dzisiaj wpierdoliłam jakieś 6000 kcal, więc pewnie wzrośnie. Jutro dalszy ciąg walki z adipocytami i własnym mózgiem.
Tagi:
love love love
Oficjalnie rozpoczynam walke z sadłem. Moje BMI na dzień dzisiejszy wynosi 24. Niby to jest waga prawidłowa, ale w dupkę jeża od 25 zaczyna sie nadwaga.. Niewiele mi brakuje do zguby.
zreszta zobaczcie sami
z tym trzeba coś zrobić!
Kupuje mleko 0,5% tłuszczu zamiast 2%. Masła i cukru nie używam. Pszennych bułek nie kupuje, bo to zło. Inwestuje za to w chleb żytni. W dział z czipsami w ogóle nie wchodzę. Jedyne słodycze jakie jem to lody waniliowe, odtłuszczone żelki i czekolada mleczna i to też tylko odrobinkę. Alkoholu nie pije juz nawet w najmniejszej ilości, gdyż 100 ml czystej wódki dostarcza 277 kcal, a to nadmiar szczęścia jak dla mnie..
Oby te wyrzeczenia nie skończyły się jak zwykle (patrz poniżej)..
Żeby wytopić tłuszcz kupiłam sobie skakanę, ale chyba nie umiem jej obsługiwać. Cały czas zahacza mi o głowe albo o mały palec u stopy. Może jak ją wyprostuję całkowicie z zawijasów to wtedy będzie ok.
Miałam kupić także czerwoną herbatkę, bo podobno wspomaga odchudzanie, ale kasy na zakup zabrakło.
Ku przestrodze - nie kupujcie czystej czerwonej herbaty tylko aromatyzowana jakas cytrynka czy czymś. Ta bez aromatu ostro zajeżdża śledziem. Jak degustowaliśmy herbatki na technologii żywności to mało sie nie zrzygałam jak miałam ją wypić. Najlepiej w ocenie organoleptycznej wg mnie wypadła herbata biała. Jest zacna przyznaję, ale ma kilka wad:
a. jest droga
W Auchan 50 g białej herby Sir Roger kosztowało 9,90 zł, ale to jeszcze nic. Na eherbata.pl 50 g białej herbaty Paklum (taka bardziej luksusowa) kosztuje 62 zł! (chociaż inwestycja może się zwrócić, skoro powiada się że listki herbaty białej można parzyć trzykrotnie).
b. żeby ją prawidłowo zaparzyć trzeba ją zalać wodą o temperaturze 85 stopni, a nie wrzącą
Za cholerę nie wiem jak rozpoznać po wodzie, że ma 85 stopni Celsjusza, a nie np 90. :>
c. trzeba ja parzyć w nieskazitelnie czystej wodzie, najlepiej mineralnej; to niestety generuje dodatkowe koszty
Kiedyś zaparzyłam ją w kranówie z białostockich wodociągów. Czułam tylko chlor i kamień, a posmaku herbaty nic a nic.
d. mały wybór białych herbatek
W sklepach są miliony herbat zielonych i pierdyliony herbat czarnych, a białych w takim Auchan były tylko 2 rodzaje - ta Sir Roger o której wspominałam i herbata Liptona w torebkach piramidkach.
ale nic to i tak z niej nie zrezygnuję
Jednak do czegoś się te studia przydają. Można dzięki nim odkryć takie cuda jak biała herbata. Sama z siebie nigdy bym nie wpadła na pomysł, żeby taką herbatkę kupić.
więc..
o dzięki Ci za białą herbatę Wielka Dietetyko!
zreszta zobaczcie sami
to ja od dupy strony
z tym trzeba coś zrobić!
Kupuje mleko 0,5% tłuszczu zamiast 2%. Masła i cukru nie używam. Pszennych bułek nie kupuje, bo to zło. Inwestuje za to w chleb żytni. W dział z czipsami w ogóle nie wchodzę. Jedyne słodycze jakie jem to lody waniliowe, odtłuszczone żelki i czekolada mleczna i to też tylko odrobinkę. Alkoholu nie pije juz nawet w najmniejszej ilości, gdyż 100 ml czystej wódki dostarcza 277 kcal, a to nadmiar szczęścia jak dla mnie..
Oby te wyrzeczenia nie skończyły się jak zwykle (patrz poniżej)..
Żeby wytopić tłuszcz kupiłam sobie skakanę, ale chyba nie umiem jej obsługiwać. Cały czas zahacza mi o głowe albo o mały palec u stopy. Może jak ją wyprostuję całkowicie z zawijasów to wtedy będzie ok.
Miałam kupić także czerwoną herbatkę, bo podobno wspomaga odchudzanie, ale kasy na zakup zabrakło.
Ku przestrodze - nie kupujcie czystej czerwonej herbaty tylko aromatyzowana jakas cytrynka czy czymś. Ta bez aromatu ostro zajeżdża śledziem. Jak degustowaliśmy herbatki na technologii żywności to mało sie nie zrzygałam jak miałam ją wypić. Najlepiej w ocenie organoleptycznej wg mnie wypadła herbata biała. Jest zacna przyznaję, ale ma kilka wad:
a. jest droga
W Auchan 50 g białej herby Sir Roger kosztowało 9,90 zł, ale to jeszcze nic. Na eherbata.pl 50 g białej herbaty Paklum (taka bardziej luksusowa) kosztuje 62 zł! (chociaż inwestycja może się zwrócić, skoro powiada się że listki herbaty białej można parzyć trzykrotnie).
b. żeby ją prawidłowo zaparzyć trzeba ją zalać wodą o temperaturze 85 stopni, a nie wrzącą
Za cholerę nie wiem jak rozpoznać po wodzie, że ma 85 stopni Celsjusza, a nie np 90. :>
c. trzeba ja parzyć w nieskazitelnie czystej wodzie, najlepiej mineralnej; to niestety generuje dodatkowe koszty
Kiedyś zaparzyłam ją w kranówie z białostockich wodociągów. Czułam tylko chlor i kamień, a posmaku herbaty nic a nic.
d. mały wybór białych herbatek
W sklepach są miliony herbat zielonych i pierdyliony herbat czarnych, a białych w takim Auchan były tylko 2 rodzaje - ta Sir Roger o której wspominałam i herbata Liptona w torebkach piramidkach.
ale nic to i tak z niej nie zrezygnuję
Jednak do czegoś się te studia przydają. Można dzięki nim odkryć takie cuda jak biała herbata. Sama z siebie nigdy bym nie wpadła na pomysł, żeby taką herbatkę kupić.
więc..
o dzięki Ci za białą herbatę Wielka Dietetyko!
Tagi:
diet&white tea
Alergeny mnie zaatakowały. Bezwzględne bestie, nie odpuszczą nawet na długi łykend. Nie nadaje się do życia. Straciłam zmysł smaku i nie będę mogła delektować się pyszniusią pizzą, którą stworze dziś na obiad. Łzy mi płyną strumieniami, ledwo słyszę na jedno uszko. Jestem przymulona i zła. Na dniach pojdę do lekarza pierwszego kontaktu. Niech mi poradzi co mam robić. Pójść na jakieś odczulanie? A może lekarz dysponuje mocą przepisania silniejszych leków antyhistaminowych niż dichlorowodorek cetyryzyny (bo on już na mnie nie działa)?
Trzeba coś zrobić, bo jeśli alergia będzie postępować dalej w takim tempie jak dotychczas to za rok umrę na skutek wstrząsu anafilaktycznego. Co to byłaby za strata dla ludzkości, doprawdy.
Trzeba coś zrobić, bo jeśli alergia będzie postępować dalej w takim tempie jak dotychczas to za rok umrę na skutek wstrząsu anafilaktycznego. Co to byłaby za strata dla ludzkości, doprawdy.
Dzisiaj w końcu pojadę do domu. Będę miała normalne łóżko, normalny telewizor, normalne jedzenie i normalne krany. Lodówka jest już co prawda mniej normalna, bo pochodzi z czasów radzieckich i nadano jej nazwę Mińsk, ale wszystkiego mieć wszakże nie można.*
Z moich zakupowych planów gówno wyszło.
Czemu?
W tajemniczych okolicznościach w nocy z 10 na 11 kwietnia odkształciły mi się soczewki w pojemniczku z płynem. Nijak nie można ich teraz założyć na gałkę oczną. Od tamtej pory chodzę ślepa i wpadam na słupy, bo nie stać mnie na zakup nowych.
Cen i rozmiarów ubranek za chiny ludowe nie mogłam dostrzec. Ale nic to.. wybrałam jakieś gustowne pantalony dżinsowe na chybił trafił, poszłam do przymierzalni, wcisnęłam w nie swój tyłek.. patrzę w lustro..
Chrystusie!
Jak zobaczyłam swoją sylwetkę w tym sklepowym lustrze to aż się przeżegnałam. No kurwa baleron, jak nic. Tłuszcz, wszędzie tłuszcz. Z boku, z tyłu, z przodu. Wszędzie! Nawet pod powiekami dostrzegłam zalążki tłuszczu.
Całości obrazu dopełniał trupio blady odcień mojej dupy, legendarny już wystający brzuch, czerwony prychol rozmiarów Wezuwiusza wyglądający z dekoltu i krzywe żeberko z lewej strony.
Oni mają w tym jakiś cel? Jest im to na rękę, że ludzie strasznie wyglądają w sklepach z ciuchami? Na chuj dają tam takie wybitnie nieprzyjazne światło? W CCC w moim miasteczku wygladało sie przezajebiście. Chodziłam do sklepu tylko po to żeby pooglądać się w lustrze.
A tutaj? Obraz nędzy i rozpaczy.
Po prostu pasztet podlaski, taka byłam piękna.
Prawdopodobnie jak się jest zajebistą dupencją, opaloną na złocisty brąz to w każdym świetle wygląda się świetnie, nawet w tym najostrzejszym. Niestety, ja zajebistą dupencją nie jestem i nigdy nie będę. Jestem tylko przeciętną, szarą dziewczynką z krzywym uzębieniem na dodatek. I proszę o trochę litości. Przeciętni też chcą się sobie podobać, a nie płakać z rozpaczy widząc swoje odbicie w sklepowym lustrze.
W zwiazku z tym hańbiącym postępowaniem marki Reserved postanowiłam: moja stópka więcej tam nie postanie (chyba, że wymienią żarówki na lepszy model).
Tak więc wybiegłam stamtąd załamana, pochlipując żałośnie skierowałam się do Empiku. Aby się pocieszyć wydałam 25 zł na gazety. Miałam iść do parku i tam poddać sie relaksacji oraz czytaniu prasy, ale i to mi nie wyszło. W sobotę (dzień tychże zakupów) w Białymstoku wiał halny, więc przesiadywanie na ławce w parku nie było zbyt roztropnym pomysłem. Poza tym pełno było w nim rozbieganych, nadpobudliwych dzieci i ich udręczonych rodziców. Na co mi takie podejrzane towarzystwo?
Jeszcze żeby było milej i sympatyczniej wystąpiła u mnie menstruacja. Przejebane na całej linii. Wsiadłam w 19 i spierdoliłam do domu użalać się nad swym losem.
Jest jednak promyczek światła w tej wszechogarniającej mnie ciemności. Wuefista zlitował się nade mną biedną sierotą i anulował mi 4 z 6 nieusprawiedliwionych nieobecności na wf. Sam z siebie, o nic go nie prosiłam. Jednak wuefiści mają serce, a nie tylko pompę ssącą - tłoczącą.
* Ojciec za nic jej nie wyrzuci, póki działa. To nic, że zużywa tyle prądu co osiedle domków jednorodzinnych. Skoro działa jest dobra.
Z moich zakupowych planów gówno wyszło.
Czemu?
W tajemniczych okolicznościach w nocy z 10 na 11 kwietnia odkształciły mi się soczewki w pojemniczku z płynem. Nijak nie można ich teraz założyć na gałkę oczną. Od tamtej pory chodzę ślepa i wpadam na słupy, bo nie stać mnie na zakup nowych.
Cen i rozmiarów ubranek za chiny ludowe nie mogłam dostrzec. Ale nic to.. wybrałam jakieś gustowne pantalony dżinsowe na chybił trafił, poszłam do przymierzalni, wcisnęłam w nie swój tyłek.. patrzę w lustro..
Chrystusie!
Jak zobaczyłam swoją sylwetkę w tym sklepowym lustrze to aż się przeżegnałam. No kurwa baleron, jak nic. Tłuszcz, wszędzie tłuszcz. Z boku, z tyłu, z przodu. Wszędzie! Nawet pod powiekami dostrzegłam zalążki tłuszczu.
Całości obrazu dopełniał trupio blady odcień mojej dupy, legendarny już wystający brzuch, czerwony prychol rozmiarów Wezuwiusza wyglądający z dekoltu i krzywe żeberko z lewej strony.
Oni mają w tym jakiś cel? Jest im to na rękę, że ludzie strasznie wyglądają w sklepach z ciuchami? Na chuj dają tam takie wybitnie nieprzyjazne światło? W CCC w moim miasteczku wygladało sie przezajebiście. Chodziłam do sklepu tylko po to żeby pooglądać się w lustrze.
A tutaj? Obraz nędzy i rozpaczy.
Po prostu pasztet podlaski, taka byłam piękna.
Prawdopodobnie jak się jest zajebistą dupencją, opaloną na złocisty brąz to w każdym świetle wygląda się świetnie, nawet w tym najostrzejszym. Niestety, ja zajebistą dupencją nie jestem i nigdy nie będę. Jestem tylko przeciętną, szarą dziewczynką z krzywym uzębieniem na dodatek. I proszę o trochę litości. Przeciętni też chcą się sobie podobać, a nie płakać z rozpaczy widząc swoje odbicie w sklepowym lustrze.
W zwiazku z tym hańbiącym postępowaniem marki Reserved postanowiłam: moja stópka więcej tam nie postanie (chyba, że wymienią żarówki na lepszy model).
Tak więc wybiegłam stamtąd załamana, pochlipując żałośnie skierowałam się do Empiku. Aby się pocieszyć wydałam 25 zł na gazety. Miałam iść do parku i tam poddać sie relaksacji oraz czytaniu prasy, ale i to mi nie wyszło. W sobotę (dzień tychże zakupów) w Białymstoku wiał halny, więc przesiadywanie na ławce w parku nie było zbyt roztropnym pomysłem. Poza tym pełno było w nim rozbieganych, nadpobudliwych dzieci i ich udręczonych rodziców. Na co mi takie podejrzane towarzystwo?
Jeszcze żeby było milej i sympatyczniej wystąpiła u mnie menstruacja. Przejebane na całej linii. Wsiadłam w 19 i spierdoliłam do domu użalać się nad swym losem.
Jest jednak promyczek światła w tej wszechogarniającej mnie ciemności. Wuefista zlitował się nade mną biedną sierotą i anulował mi 4 z 6 nieusprawiedliwionych nieobecności na wf. Sam z siebie, o nic go nie prosiłam. Jednak wuefiści mają serce, a nie tylko pompę ssącą - tłoczącą.
* Ojciec za nic jej nie wyrzuci, póki działa. To nic, że zużywa tyle prądu co osiedle domków jednorodzinnych. Skoro działa jest dobra.
Tagi:
baUagan
S. odwołała spotkanie. Zawsze jej musi coś "wypaść", kiedy ma się ze mną spotkać. To już tradycja.
Chuj, nie będę siedziała w domu jak emerytka. Idę w miasto, bez ciebie też mogę.
A ty moja droga Koleżanko, rób sobie co chcesz. Możesz całe sto lat siedzieć w domu i przymulać atmosferę, oglądać jakieś pojebane szoł czy serialiki zamiast wyjść na świeże powietrze. Ja mam już całkowicie wyjebane na to co robisz. Więcej nie poproszę o twoje towarzystwo. Możesz być pewna.
Plan jest taki: najpierw idę do Auchan przy Hetmańskiej po sałatkę warzywną i bagietę z masłem ziołowym (wzięłabym z czosnkowym, ale idę między ludzi, a nie chce śmierdzieć na kilometr czosnkiem) oraz niezwykle kuszące czarne majtki z perwerszyjna koronka. Wstąpię też do House'a. Zobaczę czy mają tam jakieś godne uwagi szaty na zbyciu. Potem pędzę do CH Alfa na złamanie karku coby mi wszystkich rzeczy ze sklepów nie wykupili. Poluje na wyjebane w kosmos szexi spodnie, kolor ciemny granat kupuje je po oszałamiająco niskiej cenie i jestem zajebiście szczęśliwa z tego powodu.
Aby uczcić udany zakup kupię jakiś rozpustny deserzyk.
Potem pójdę do parku, zjem sobie sałatkę, poczytam sobie "Pacjentów", poobserwuje ludzi i posłucham świergolenia ptasząt. Ma być zajebiście i nic nie ma prawa zepsuć mojego przezajebistego samopoczucia. Kto się odważy to zrobić, ten marnie skończy, więc lojalnie ostrzegam przed utratą życia lub zdrowia.
spaszyba
Chuj, nie będę siedziała w domu jak emerytka. Idę w miasto, bez ciebie też mogę.
A ty moja droga Koleżanko, rób sobie co chcesz. Możesz całe sto lat siedzieć w domu i przymulać atmosferę, oglądać jakieś pojebane szoł czy serialiki zamiast wyjść na świeże powietrze. Ja mam już całkowicie wyjebane na to co robisz. Więcej nie poproszę o twoje towarzystwo. Możesz być pewna.
Plan jest taki: najpierw idę do Auchan przy Hetmańskiej po sałatkę warzywną i bagietę z masłem ziołowym (wzięłabym z czosnkowym, ale idę między ludzi, a nie chce śmierdzieć na kilometr czosnkiem) oraz niezwykle kuszące czarne majtki z perwerszyjna koronka. Wstąpię też do House'a. Zobaczę czy mają tam jakieś godne uwagi szaty na zbyciu. Potem pędzę do CH Alfa na złamanie karku coby mi wszystkich rzeczy ze sklepów nie wykupili. Poluje na wyjebane w kosmos szexi spodnie, kolor ciemny granat kupuje je po oszałamiająco niskiej cenie i jestem zajebiście szczęśliwa z tego powodu.
Aby uczcić udany zakup kupię jakiś rozpustny deserzyk.
Potem pójdę do parku, zjem sobie sałatkę, poczytam sobie "Pacjentów", poobserwuje ludzi i posłucham świergolenia ptasząt. Ma być zajebiście i nic nie ma prawa zepsuć mojego przezajebistego samopoczucia. Kto się odważy to zrobić, ten marnie skończy, więc lojalnie ostrzegam przed utratą życia lub zdrowia.
spaszyba
Tagi:
szopping i inne szity
Oj, coś słabo kombinujecie z tą nazwą.
Jedyna wiadomość jaką dostałam była od admina, zawierała propozycje zniżek na zakupy w Reserved. Niestety, cierpię na permanentny brak gotówki, więc nie dane mi będzie z nich skorzystać.
Może dzięki wglądowi w ten nowiuteńki blog i dzięki jego olśniewającej szacie graficznej komuś wpadnie coś do mózgu.
Oto i jest! Dzieło nad dziełami! W 2012 tytuł Bloga Roku mam w kieszeni, to bardziej niż pewne.
przepiękny, nieprawdaż?
Tylko tytuł jest chujowy i należy go zmienić w trybie natychmiastowym.
Genetykę zaliczyłam, więc niepotrzebnie rozdzierałam na sobie szaty z żalu. Podejrzewam, że przychylność pań z Zakładu Biologii może być efektem działania jakichś bliżej mi nieznanych środków euforyzujących, bo babeczki zawsze maja dziwny, nieobecny wzrok.. Mniejsza z tym. Ważne, że zaliczone!
Zjadłam chyba z pierdyliard kcal (znowu?). Krem czekoladowy (słoik 400 gramów) wpieroliłam łyżką na obiad. Potem zagryzłam sobie jeszcze dwie paczki czipsów i zupke chyńską kurczak curry. Dziwię się, że mi się żyłki nie zatkały od takiej ilości cholesterolu oraz NKT i nie pierdolnełam na udar niedokrwienny.
Wejścióweczka z patolodżi poszła mi nad wyraz dobrze. Byłam tylko na jednym wykładzie (na 8 możliwych), notatek na oczy nie widziałam i trzeba dodać, że pytania były bardzo podchwytliwe, a zdobędę 7/10 pkt. Zajebiście.
i teraz!
Panie i Panowie! Oto wirus Epstein-Barr ukazany na zdjeciu z prawego profilu:
I tutaj wiadomość dla mojego roku: o nieświadomi! to właśnie Epstein-Barr jest onkogenny, nie jakiś inny wirus o mądrej medycznej nazwie zaczynającej się na "H"! Wiedziałam, że to on! Ha! Nie na darmo w liceum dzień w dzień siedziałam na forach medycznych.
Kurwa. Jestem genialnym dzieckiem po prostu. No i nad wyraz skromnym oczywiście. :>
p.s. Swoim nowym avem zabiłam wszystkie osoby z epilepsją, które weszły na tego bloga. Serdecznie przepraszam, ale bardzo mi się ten obrazek podoba. Jest taki dość psychiczny i bardzo w moim stylu.
Jedyna wiadomość jaką dostałam była od admina, zawierała propozycje zniżek na zakupy w Reserved. Niestety, cierpię na permanentny brak gotówki, więc nie dane mi będzie z nich skorzystać.
Może dzięki wglądowi w ten nowiuteńki blog i dzięki jego olśniewającej szacie graficznej komuś wpadnie coś do mózgu.
Oto i jest! Dzieło nad dziełami! W 2012 tytuł Bloga Roku mam w kieszeni, to bardziej niż pewne.
przepiękny, nieprawdaż?

Tylko tytuł jest chujowy i należy go zmienić w trybie natychmiastowym.
Genetykę zaliczyłam, więc niepotrzebnie rozdzierałam na sobie szaty z żalu. Podejrzewam, że przychylność pań z Zakładu Biologii może być efektem działania jakichś bliżej mi nieznanych środków euforyzujących, bo babeczki zawsze maja dziwny, nieobecny wzrok.. Mniejsza z tym. Ważne, że zaliczone!
Zjadłam chyba z pierdyliard kcal (znowu?). Krem czekoladowy (słoik 400 gramów) wpieroliłam łyżką na obiad. Potem zagryzłam sobie jeszcze dwie paczki czipsów i zupke chyńską kurczak curry. Dziwię się, że mi się żyłki nie zatkały od takiej ilości cholesterolu oraz NKT i nie pierdolnełam na udar niedokrwienny.
Wejścióweczka z patolodżi poszła mi nad wyraz dobrze. Byłam tylko na jednym wykładzie (na 8 możliwych), notatek na oczy nie widziałam i trzeba dodać, że pytania były bardzo podchwytliwe, a zdobędę 7/10 pkt. Zajebiście.
i teraz!
Panie i Panowie! Oto wirus Epstein-Barr ukazany na zdjeciu z prawego profilu:
I tutaj wiadomość dla mojego roku: o nieświadomi! to właśnie Epstein-Barr jest onkogenny, nie jakiś inny wirus o mądrej medycznej nazwie zaczynającej się na "H"! Wiedziałam, że to on! Ha! Nie na darmo w liceum dzień w dzień siedziałam na forach medycznych.
Kurwa. Jestem genialnym dzieckiem po prostu. No i nad wyraz skromnym oczywiście. :>
p.s. Swoim nowym avem zabiłam wszystkie osoby z epilepsją, które weszły na tego bloga. Serdecznie przepraszam, ale bardzo mi się ten obrazek podoba. Jest taki dość psychiczny i bardzo w moim stylu.
Tagi:
lololo
Poszukuje nazwy dla mojego nowiuśkiego bloga. To ma być coś w ten deseń:
fastfoodeaters.blogspot.com
gastrofaza.blogspot.com
Wszystko mam: tło, zestaw kolorów, czcionki, moją notkę autobiograficzną. Tylko chwytającego za serce tytułu mi brak. Jeśli ktoś wpadnie na jakiś pomysł to proszę mnie o tym poinformować. W nagrodę za pomysł oddam rękę nadobnej i cnotliwej królewny oraz pół mojego Królestwa na własność.
fastfoodeaters.blogspot.com
gastrofaza.blogspot.com
Wszystko mam: tło, zestaw kolorów, czcionki, moją notkę autobiograficzną. Tylko chwytającego za serce tytułu mi brak. Jeśli ktoś wpadnie na jakiś pomysł to proszę mnie o tym poinformować. W nagrodę za pomysł oddam rękę nadobnej i cnotliwej królewny oraz pół mojego Królestwa na własność.
Tagi:
.
Przez przypadek zakwalifikowałam sie do drugiego etapu Karierosfery. Zdobyłam 7 pkt, próg wyniósł 6. Szkoda tylko, że ja na temat biznesu, marketingu i ekonomii gówno wiem, a wynik zawdzięczam umiejętnościom strzeleckim i intuicji. Chyba nie zgłosze sie na drugi etap (6 kwietnia), nie chcę się do reszty skompromitować.
Spodnie mi się na dupie przecierają, chodzę obdarta jak dziad kalwaryjski. Szans na poprawę sytuacji finansowej nie ma. Wydałam kasę na gazety, czipsy i inne produkty z glutaminianem sodu, legendarnym wzmacniaczem smaku. Znów pod koniec następnego tygodnia będzie mi żołądek do kręgosłupa przyrastał.
Ponadto wkurwiłam się ostro na genetyce (pomijam to, że genetyki w żaden sposób nie da się powiązać z dietetyką i jest to zbytek szczęścia w programie studiów).
Przejdźmy jednak do rzeczy. W piątek było kolokwium. Moim skromnym zdaniem powinno być tak: nie nauczyłes sie to nie zaliczasz. Proste i jakże słuszne. A nie kombinowanie, matactwo, cwaniactwo i zeszyty na kolanach. Przy jednym stoliku baba sterczy non stop (w tym przypadku to był MÓJ stolik), a przy innym nie ma nikogo i studenci tworzą sobie radośnie pracę zbiorową. Co prawda nawet gdyby odeszła od mojego stolika to i tak bym nie ściągnęła, bo ściągać nie lubię i uznaje to za oszustwo. Jednak jestem za tym żeby pilnować wszystkich sprawiedliwie, a nie znowu ja jedna uczciwie nie zaliczę, a inni owszem i tylko ja wyjdę na tępą idiotkę.
Zresztą genetyka, podobnie jak połowa zajęć na tym kierunku, nadaje się tylko do wypierdolenia w Kosmos. Etyka, biochemia, chemia, parazytologia itp.itd. Oraz na deser jakieś 300 godzin praktyk, podczas których będę jeździć na szmacie po szpitalnym korytarzu albo zapierdalać jak Murzyn na plantacji bawełny w kuchni szpitalnej... na co to komu?
Pytanie za sto punktów: w jaki sposób św. Tomasz z Akwinu, którego postać była prezentowana na etyce wpłynie na moja karierę zawodowa? w chujaki na pewno! jakbym chciała sobie poczytać o tym gościu to sobie wejdę na Wikipedię. Zapewne ma tam bardzo obszerny artykuł.
Albo biochemia: sprytnie zmienili nazwe na biochemię żywności, a skrypt ten sam co na biochemii ogólnej na farmie. Enzymy lizosomalne, helikazy, pirogroniany - nigdy więcej nam się to nie przyda, dwa dni po egzaminie nie będę pamiętać żadnego wzoru. Więc się pytam uprzejmie: po co męczyć się tym dziadostwem?
Parazytologia. Wymienili nazwy leków, którymi leczy się parazytozy. Zajebiście, taka ciekawostka z zycia zwierząt, nie? Tylko ja po skończeniu dietetyki nie mam mocy sprawczej by je zastosować na pacjencie. Po kiego chuja potrzebna mi informacja czym się leczy tasiemczyce czy inwazje Trichinella Spiralis skoro nigdy z niej nie skorzystam?
Poza tym uwazam za głupote usprawiedliwianie wszystkich nieobecnosci drukami L4. Człowiek nie może po prostu zaspać, źle się czuć, być psychicznie do niczego. Nie ma tak łatwo. Nie byłeś na zajęciach to musisz zapieprzać do lekarza i lizać mu dupę żeby łaskawie wypisał druczek L4, bo świstek musi być (wierzcie mi - żaden lekarz nie jest skory do takich poświeceń). Albo kombinować lewe zwolnienie, przy pomocy kartki papieru, drukarki i stempla wyciętego z ziemniaka. No paranoja. Dorośli ludzie muszą się tłumaczyć gdzie byli, co robili, czemu się na zajęciach nie pojawili. Nawet w gimnazjum nie było takiej inwigilacji, chociaż wtedy byłam bezmyślna gówniarą i nadzór jak najbardziej mi się należał.
I oto będzie kolejne pokolenie krętaczy i łapówkarzy. Nigdy się tego nie pozbędziemy z tego kraju, skoro nawet państwowy uniwersytet promuje taki styl bycia.
Gdyby wykłady były przeprowadzone w sposób ciekawy, a prowadzacy reprezentowali sobą jakieś wartosci i wykazywali inwencję twórczą, to chodziłabym na nie bez przymusu. Tylko, że wykład najczęściej wygląda tak: baba siedzi przed komputerem i czyta slajdy. Slajdy to oczywiście książka przepisana do PowerPointa. Nic, absolutnie nic nie dodaje od siebie. Ja dziękuję bardzo za takie zajęcia. Książkę to ja mogę sobie przeczytać leżąc pod kołdrą i zagryzając ze smakiem kabanosa.
Ostatnie zastrzeżenie mam do sposobu prowadzenia ćwiczeń z żywienia człowieka. Musimy siedzieć trzy godziny na dupie w dusznej sali i napierdalać w kalkulatory żeby policzyć wszystkie wartości odżywcze danego jadłospisu. Można by to było zrobić w 1,5 godziny w domu w Excelu, ale kto z Zakładu Dietetyki wpadnie na tak genialny koncept i wprowadzi go w życie? Zapewne nikt, bo wtedy połowę pracowników trzeba by było wywalić na zbitą twarz.
Gdzie tu sens? Czemu to wszystko ma służyć? Chyba tylko temu żeby mnie maksymalnie wkurwić.
dziękuje za uwagę
amen
Spodnie mi się na dupie przecierają, chodzę obdarta jak dziad kalwaryjski. Szans na poprawę sytuacji finansowej nie ma. Wydałam kasę na gazety, czipsy i inne produkty z glutaminianem sodu, legendarnym wzmacniaczem smaku. Znów pod koniec następnego tygodnia będzie mi żołądek do kręgosłupa przyrastał.
Ponadto wkurwiłam się ostro na genetyce (pomijam to, że genetyki w żaden sposób nie da się powiązać z dietetyką i jest to zbytek szczęścia w programie studiów).
Przejdźmy jednak do rzeczy. W piątek było kolokwium. Moim skromnym zdaniem powinno być tak: nie nauczyłes sie to nie zaliczasz. Proste i jakże słuszne. A nie kombinowanie, matactwo, cwaniactwo i zeszyty na kolanach. Przy jednym stoliku baba sterczy non stop (w tym przypadku to był MÓJ stolik), a przy innym nie ma nikogo i studenci tworzą sobie radośnie pracę zbiorową. Co prawda nawet gdyby odeszła od mojego stolika to i tak bym nie ściągnęła, bo ściągać nie lubię i uznaje to za oszustwo. Jednak jestem za tym żeby pilnować wszystkich sprawiedliwie, a nie znowu ja jedna uczciwie nie zaliczę, a inni owszem i tylko ja wyjdę na tępą idiotkę.
Zresztą genetyka, podobnie jak połowa zajęć na tym kierunku, nadaje się tylko do wypierdolenia w Kosmos. Etyka, biochemia, chemia, parazytologia itp.itd. Oraz na deser jakieś 300 godzin praktyk, podczas których będę jeździć na szmacie po szpitalnym korytarzu albo zapierdalać jak Murzyn na plantacji bawełny w kuchni szpitalnej... na co to komu?
Pytanie za sto punktów: w jaki sposób św. Tomasz z Akwinu, którego postać była prezentowana na etyce wpłynie na moja karierę zawodowa? w chujaki na pewno! jakbym chciała sobie poczytać o tym gościu to sobie wejdę na Wikipedię. Zapewne ma tam bardzo obszerny artykuł.
Albo biochemia: sprytnie zmienili nazwe na biochemię żywności, a skrypt ten sam co na biochemii ogólnej na farmie. Enzymy lizosomalne, helikazy, pirogroniany - nigdy więcej nam się to nie przyda, dwa dni po egzaminie nie będę pamiętać żadnego wzoru. Więc się pytam uprzejmie: po co męczyć się tym dziadostwem?
Parazytologia. Wymienili nazwy leków, którymi leczy się parazytozy. Zajebiście, taka ciekawostka z zycia zwierząt, nie? Tylko ja po skończeniu dietetyki nie mam mocy sprawczej by je zastosować na pacjencie. Po kiego chuja potrzebna mi informacja czym się leczy tasiemczyce czy inwazje Trichinella Spiralis skoro nigdy z niej nie skorzystam?
Poza tym uwazam za głupote usprawiedliwianie wszystkich nieobecnosci drukami L4. Człowiek nie może po prostu zaspać, źle się czuć, być psychicznie do niczego. Nie ma tak łatwo. Nie byłeś na zajęciach to musisz zapieprzać do lekarza i lizać mu dupę żeby łaskawie wypisał druczek L4, bo świstek musi być (wierzcie mi - żaden lekarz nie jest skory do takich poświeceń). Albo kombinować lewe zwolnienie, przy pomocy kartki papieru, drukarki i stempla wyciętego z ziemniaka. No paranoja. Dorośli ludzie muszą się tłumaczyć gdzie byli, co robili, czemu się na zajęciach nie pojawili. Nawet w gimnazjum nie było takiej inwigilacji, chociaż wtedy byłam bezmyślna gówniarą i nadzór jak najbardziej mi się należał.
I oto będzie kolejne pokolenie krętaczy i łapówkarzy. Nigdy się tego nie pozbędziemy z tego kraju, skoro nawet państwowy uniwersytet promuje taki styl bycia.
Gdyby wykłady były przeprowadzone w sposób ciekawy, a prowadzacy reprezentowali sobą jakieś wartosci i wykazywali inwencję twórczą, to chodziłabym na nie bez przymusu. Tylko, że wykład najczęściej wygląda tak: baba siedzi przed komputerem i czyta slajdy. Slajdy to oczywiście książka przepisana do PowerPointa. Nic, absolutnie nic nie dodaje od siebie. Ja dziękuję bardzo za takie zajęcia. Książkę to ja mogę sobie przeczytać leżąc pod kołdrą i zagryzając ze smakiem kabanosa.
Ostatnie zastrzeżenie mam do sposobu prowadzenia ćwiczeń z żywienia człowieka. Musimy siedzieć trzy godziny na dupie w dusznej sali i napierdalać w kalkulatory żeby policzyć wszystkie wartości odżywcze danego jadłospisu. Można by to było zrobić w 1,5 godziny w domu w Excelu, ale kto z Zakładu Dietetyki wpadnie na tak genialny koncept i wprowadzi go w życie? Zapewne nikt, bo wtedy połowę pracowników trzeba by było wywalić na zbitą twarz.
Gdzie tu sens? Czemu to wszystko ma służyć? Chyba tylko temu żeby mnie maksymalnie wkurwić.
dziękuje za uwagę
amen
Tagi:
wkurw
Moja ulubiona kawa Nescafe z mleczkiem bez cukru pochodząca z automatu w Collegium Universum podrożała o złotówkę. Jej aktualna cena to 3 zł 50 gr. Kurwa, czy to aby nie przesada? Jak mam żyć w tym kraju skoro nawet kawa z automatu osiąga taką kosmiczną cenę? Co prawda jest jeszcze do wyboru wersja dla ubogich za 1,20 zł - kawa niewiadomego pochodzenia, smakująca jak kozie szczyny, z mlekiem wątpliwej jakości sprzedawana w gównianym kubku, której łyk wykrzywia mordę we wszystkie strony, ale doszłam do wniosku, że szkoda mojego zacnego podniebienia na te popłuczyny.
Czemu odebrano mi szczęście?
why?why?why?
Czemu odebrano mi szczęście?
why?why?why?
Tagi:
rozpacz














